Czy Zbigniew D. popełnił samobójstwo? Znaleziono ciało 27-letniego mężczyzny

Mieczysław Bubrzycki
Stanisław Pawłowski pokazuje miejsce, w którym znalazł ciało Zbigniewa D.
Stanisław Pawłowski pokazuje miejsce, w którym znalazł ciało Zbigniewa D. Fot. M. Bubrzycki
Trwa śledztwo w sprawie śmierci 27-letniego mężczyzny.

W niedzielę, w Szulborzu Wielkim (pow. ostrowski), sołtys wsi znalazł ciało 27-letniego Zbigniewa D. Mężczyzna zaginął 13 listopada.

Rodzina zawiadomiła policję o zaginięciu Zbigniewa D. na drugi dzień, w sobotę 14 listopada. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęto poszukiwania. Policjanci, strażacy oraz bardzo wielu mieszkańców Szulborza i okolic przeczesywali okoliczne pola i lasy. Ktoś widział Zbyszka, jak w piątek szedł w stronę szkoły, jeszcze ktoś inny, że widział go jeszcze dalej - w pobliżu cmentarza.

W sobotę Zbyszka jednak nie znaleziono, poszukiwania wznowiono następnego dnia. Też bez rezultatu. Uznano, że musiał się oddalić.

- Mężczyzna cierpi na chorobę psychiczną, dlatego jest dość prawdopodobne, że mógł przemieścić się w inny rejon, być może skorzystał z tak zwanej okazji - mówiła nam nadkom. Ewa Ruszkowska, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Ostrowi Mazowieckiej.

Na naszym portalu internetowym zamieściliśmy wtedy komunikat o zaginionym wraz z jego zdjęciem i charakterystyką: 27 lat, 178 cm wzrostu, ubrany w czarną kurtkę, czarne dżinsowe spodnie, niebieską dżinsową koszulę i białe trampki. Na rękach i szyi widoczne blizny. Jeśli ktoś widział, niech zawiadomi policję.

Stanisław Pawłowski od dziewięciu lat jest sołtysem Szulborza Wielkiego.

- Przez cały czas miałem takie przeczucie, że za szybko przerwane zostały te poszukiwania - mówi Stanisław Pawłowski. - Jak mówili, że Zbyszek gdzieś sobie pojechał, to po prostu nie wierzyłem. To nie było w jego stylu. Cały czas miałem taką myśl, która nie dawała mi spokoju, że trzeba go dalej szukać.

Po zakończeniu oficjalnych poszukiwań Pawłowski nieraz chodził po okolicznych laskach.

- On wciąż się tu kręcił - opowiada sołtys. - Ja też lubię chodzić po lasach, a szczególnie gdy są grzyby i bardzo często go widziałem. Miał takie swoje różne kryjówki, gdzie nikt mu nie przeszkadzał. Siedział tam godzinami.

W niedzielę, 29 listopada, Stanisław Pawłowski po porannej mszy zjadł w domu śniadanie, obejrzał w telewizji transmisję z biegów narciarskich, a potem założył czapkę i kurtkę.

- Poszedłem szukać Zbyszka - mówi. - Skrajem lasku biegnie głęboki stary rów. Kiedyś płynęła nim woda, ale kiedy osuszyli nam pola, rów jest suchy. Szedłem sobie tym rowem i w pewnym momencie zobaczyłem go.

Zbigniew G. leżał na skarpie rowu. Był prawie nagi, porozrzucane ubrania leżały w pobliżu, w oczy rzucały się białe trampki leżące obok niego. Lewą rękę miał zgiętą w łokciu, prawą wyciągniętą. Prawe ramię Zbyszka było częściowo zjedzone przez zwierzęta.

Co było przyczyną śmierci, określić ma protokół sekcji zwłok. Nie można wykluczyć, że mężczyzna popełnił samobójstwo.

Więcej na ten temat przeczytasz w najbliższym papierowym wydaniu TO.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
swiety
to przykre ze taki mlody czlowiek odebral sobie zycie.
Dodaj ogłoszenie