Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Czy policjant miał prawo

ar
Leonard K. poskarżył się nam na naganne jego zdaniem zachowanie jednego z makowskich policjantów.

- W środę, 3 listopada, policjant przyszedł do naszego domu po mojego teścia Władysława B. - mówi Leonard K. - Teść ma sprawę w sądzie, która ciągnie się od lat. Ma też nakaz cotygodniowego meldowania się na komendzie policji w Makowie, i o ile wiem, wywiązuje się z tego. Nie ma stałego zameldowania, więc na policji podał nasz adres do korespondencji. Zresztą bywa u nas często, nieraz siedzi z dziećmi. Tego dnia akurat nikogo nie było w domu, żona poszła do pracy, ja odprowadzałem dziecko do przedszkola. Kiedy policjant zastał zamknięte drzwi, zaczął rozpytywać sąsiadów o żonę i o teścia. Oni mnie o tym powiadomili. Byli zdziwieni, że policja nami się interesuje. Poszedłem więc na policję, zapytać o co chodzi. Policjant, który u nas był, powiedział, że to nie moja sprawa. "Jak to nie moja sprawa, skoro wypytujecie sąsiadów" - powiedziałem. Wyjaśnił, że chodzi o teścia. Zadzwoniłem więc do żony, żeby jej o tym powiedzieć. A ona mi mówi, że u niej w pracy też był ten policjant.
- Przyjechali radiowozem pod urząd, w którym pracuję. Pracuję w kasie, na sali operacyjnej, gdzie były koleżanki i klienci. Wchodzi nagle policjant i żąda, żebym z nim pojechała, bo ojciec rzekomo nie chce otworzyć mieszkania - opowiada kobieta. - Nie mogłam zostawić kasy, nie wiedziałam, co powiedzieć koleżankom. Okropnie się zdenerwowałam, bo to była dla mnie bardzo krępująca sytuacja. Ja nie mam nic wspólnego ze sprawą ojca. Nigdy z mężem nie mieliśmy też nic wspólnego z policją. Nie wiem, czy policjant miał prawo nachodzić mnie w pracy, robić mi wstyd, stawiać mnie w podejrzanej sytuacji.
- Kiedy żona mi o tym powiedziała, poszedłem ze skargą na policję - mówi Leonard K. - Pani Agnieszka Smolińska, rzecznik prasowy policji, powiedziała, że policjant nie nadużył swego prawa i przepisów, i nie ma co się wstydzić kontaktów z policją. W rezultacie tej skargi nie złożyłem, ale na pewno ją złożę bezpośrednio do komendanta. Uważam, że jest to naruszenie mojej prywatności bez żadnego powodu. Jakim prawem policjant o nas wypytywał, jakim prawem nagabywał żonę w pracy? Dlaczego z powodu teścia nas potraktowano jak podejrzanych, bo przecież nikomu niczego nie wyjaśniono.
- Byłam zdzwiona, że wypytują o tych sąsiadów. To spokojni, porządni ludzie, a policjant nie chciał mi powiedzieć, o co chodzi. Więc też powiedziałam, że nic nie wiem - mówi jedna z sąsiadek Leonarda K. - Policja bez naprawdę ważnego powodu chyba nie powinna się tak zachowywać.
Policjant zastał Władysława B. w mieszkaniu po przeciwnej stronie ulicy, u jego byłej żony. Starszy człowiek otworzył drzwi bez żadnego oporu.
Jak nas poinformował mł. insp. Marek Bronowicz, zastępca komendanta powiatowego policji w Makowie, przeciwko Władysławowi B. od lat toczą się w różnych sądach sprawy o fałszerstwo. - Nie są to przestępstwa dużego kalibru, ale sprawy ciągną się latami, ponieważ oskarżony nie stawia się na wezwania prokuratury i sądu. W związku z tym co jakiś czas sądy i prokuratury ścigają go listami gończymi, a my mamy obowiązek na podstawie takiego listu zatrzymać oskarżonego. Póki Władysław B. nie będzie stawiał się na sądowe wezwania, będzie poszukiwany przez policję. Gdyby okazał więcej zdyscyplinowania, sprawy te dawno by się już skończyły, miałby spokój on sam, sądy, prokuratury i policja - mówi komendant Bronowicz. Czy policjant miał prawo nagabywać rodzinę w tej sprawie i czy zachował się stosownie, nachodząc córkę poszukiwanego w miejscu pracy?
- Wskutek ustnej skargi Leonarda K. przeprowadziłem postępowanie wyjaśniające - informuje komendant Bronowicz. - Ustaliłem, że policjant nie rozmawiał z tą panią przy pracownikach, poprosił ją na korytarz, starając się zachować dyskrecję. Twierdzi, że nie był nachalny ani niegrzeczny. Wykonywał po prostu niezbędne obowiązki służbowe.
Leonard K. i jego żona uważają jednak, że policjant zachował się niewłaściwie.
- Istnieje niepisana umowa społeczna, że nie powinno się nikomu stwarzać uciążliwości czy przykrości ponad miarę. Obowiązuje ona także policjantów - powiedział nam nadkomisarz Tadeusz Kaczmarek, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. - Jednakże nad tą umową społeczną stoi prawo karne, którego przestrzeganie jest dobrem wyższego rzędu. Policjant w tej sytuacji był zobowiązany do skutecznego wykonania swoich obowiązków, choć może dla tych ludzi sytuacja ta nie była zbyt przyjemna.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki