Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Czy dowiodą, że państwo ich skrzywdziło

Jacek Pawłowski
Małżeństwo z Wyszkowa żąda od skarbu państwa miliona złotych odszkodowania. Ograbieni przez przestępców przez dziewięć lat nie doczekali się wymierzenia sprawiedliwości.

Anna i Stanisław Dzięgielewscy z Wyszkowa zażądali od skarbu państwa miliona złotych za poniesione straty materialne i utratę zdrowia wynikającą z bezprawnych działań lub bezczynności sądów, prokuratury, policji i urzędu skarbowego. Proces z pozwu Dzięgielewskich przeciw skarbowi państwa, pierwszy w historii ostrołęckiego sądownictwa proces o tak wysokie odszkodowanie od państwa, rozpoczął się 15 maja przed Sądem Okręgowym w Ostrołęce. Przypomnijmy, ponad dziewięć lat temu, 13 marca 1994 roku Dzięgielewskim ukradziono w Wyszkowie mercedesa. Miejscowi przestępcy zażądali okupu za zwrot wozu. Ponieważ poszkodowani "postawili się" i zawiadomili policję, szantażyści spalili samochód i zaczęli zastraszać Dzięgielewskich. Do dziś nikt za te czyny nie został osądzony. Jeden z przestępców zmarł, a w sprawie drugiego wciąż toczy się proces w pierwszej instancji. Po kradzieży Dzięgielewscy usiłowali dochodzić swych praw na różne sposoby. W końcu po latach bezskutecznych wysiłków zażądali odszkodowania od państwa. Po długotrwałym zmaganiu z formalnościami (Dzięgielewscy musieli uzupełniać pozew ze względu na braki formalne, starali się też o zwolnienie z opłaty sądowej) proces się rozpoczął. Dzięgielewskich, którzy zasiedli na ławie powodów, nie reprezentował żaden adwokat. O pomoc prawną poprosili sąd. Sąd w osobie prowadzącego rozprawę sędziego Jerzego Dymkego podjął się tego zadania i punkt po punkcie odpowiadał na wątpliwości powodów. Sędzia wyjaśnił nam po rozprawie, że w myśl kodeksu postępowania cywilnego sąd w razie potrzeby udziela stronom wyjaśnień prawnych. - Trudność polega na tym - mówi sędzia Dymke - że trzeba pilnować, aby wyjaśnienia sądu były formalne i bezstronne, żeby nie narazić się na zarzut, że sąd staje się pełnomocnikiem którejś ze stron. To sąd decyduje w jakim zakresie udziela stronom wyjaśnień. Ponieważ jest to proces bez precedensu w historii Sądu Okręgowego, udzielałem powodom wyjaśnień w bardzo szerokim zakresie. Pierwsza rozprawa w procesie z powództwa Dzięgielewskich stała się więc poglądową lekcją prawa dla obojga powodów. W procesie w ławach dla publiczności bierze udział obserwatorka z Fundacji Helsińskiej. - Wystąpiliście państwo z roszczeniem cywilnym o zapłatę - zwrócił się do Dzięgielewskich sędzia przewodniczący. - W związku z drogą cywilną mają zastosowanie przepisy prawa cywilnego. Jesteście powodami i do was należą obowiązki procesowe. Państwa żądania i ich podstawy prawne muszą być tak sprecyzowane, żeby druga strona mogła się do nich odnieść. Musicie też wykazać, że państwo dopuściło się czynów niedozwolonych przez prawo. Jeżeli urzędnicy popełniali jakieś błędy, to za ich błędy odpowiada skarb państwa. Ale to na was spoczywa ciężar dowodu. Powinniście wskazać jakie konkretnie przepisy zostały naruszone. Na tym polega system prawa. Powodowie zostali pouczeni, że powinni określić z czego ich szkoda wynika, dlaczego ich żądanie jest takiej, a nie innej wysokości i wykazać związek przyczynowo-skutkowy między szkodą, którą ponieśli, a bezprawnym działaniem skarbu państwa. - W naszym przypadku nastąpiła wtórna wiktymizacja (złe traktowanie przez państwo i jego organy osoby, która wcześniej padła ofiarą przestępstwa - przyp. red.). Po kradzieży i spaleniu samochodu urząd skarbowy wszczął wobec męża postępowanie karnoskarbowe - mówiła przed sądem Anna Dzięgielewska. - Byliśmy w tym czasie zajęci sprawą karną, straciliśmy majątek... - Czy chce pani dowieść, że w czasie postępowania karnego, dotyczącego kradzieży i spalenia samochodu mieliście państwo immunitet wyłączający odpowiedzialność prawną? - pytał sędzia. - Nie, ale postępowanie było prowadzone przez urząd skarbowy w niewłaściwy sposób - twierdzi Anna Dzięgielewska. - Gdybyśmy byli winni, to byśmy zostali ukarani, a tak postępowanie wlokło się siedem lat, zajęto nam konto na poczet długów wobec urzędu skarbowego. Było to działanie wiktymizacyjne. - Ale czy w postępowaniu podatkowym wobec państwa urząd naruszył prawo? - pytał sędzia. - Musicie przedstawić państwo dowody naruszenia prawa przez urząd skarbowy, a nie to, że jesteście niezadowoleni, bo z podatków nikt nie jest zadowolony. - Tak. Naczelny Sąd Administracyjny w 1997 roku uchylił decyzję Urzędu Skarbowego w Wyszkowie w sprawie podatku VAT, który mieliśmy zapłacić. Sąd stwierdził w niej uchybienia - wyliczała Anna Dzięgielewska. - Komornicy najeżdżali na nas z tytułami egzekucyjnymi, mimo że nie było jeszcze wyroku NSA. W innej sprawie, dotyczącej podatku dochodowego złożyliśmy odwołanie do izby skarbowej. Sąd próbował również ustalić dlaczego Dzięgielewscy wnieśli żądanie w wysokości akurat miliona złotych, na jakiej podstawie to wyliczyli i po ile chcą od poszczególnych reprezentantów skarbu państwa spośród sześciu instytucji, które pozwali. Powodowie stwierdzili, że pół miliona zadośćuczynienia chcą za utracone dochody, bowiem wskutek pogróżek bandytów musieli się wynieść na jakiś czas z Wyszkowa, a po drugie przedłużające się postępowanie skarbowe uniemożliwiało skuteczne zarabianie pieniędzy. Drugiego pół miliona Dzięgielewscy żądają za utratę zdrowia. - Utratę dochodów i utratę zdrowia w sądzie również trzeba wykazać - przypomniał sędzia przewodniczący. Powinny być to zaświadczenia lekarskie, ale nie takie, że w ciągu ostatnich lat często państwo chorowali. Należy wykazać związek, że rozstrój zdrowia nastąpił z powodu bezprawnych działań organów państwa. To państwo są powodami, czyli stroną ofensywną, na państwu spoczywa ciężar dowodów. Zostały państwu udzielone wyjaśnienia co jest potrzebne, żeby sąd w ogóle mógł rozpoznawać sprawę, ale nie ma ograniczeń co do zakresu dowodzenia. Proces jest o dużą stawkę, proszę się starannie przygotować. Powodowie umówili się z sądem, że w ciągu miesiąca uporządkują dokumenty procesowe i przedstawią niezbędne dowody. Wówczas proces ma być wznowiony. - Bardzo to wszystko skomplikowane - powiedzieli w rozmowie z TO Stanisław i Anna Dzięgielewscy już po zakończeniu rozprawy. - Chyba będziemy musieli wynająć adwokata, bo sami nie damy sobie rady i nie wygramy tego procesu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki