Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Czy będzie czarny punkt

Jarosław Zaradkiewicz
Wtorek, 7 września. Minęła 15.00. Na dworcu autobusowym w Przasnyszu ogromny tłok. Młodzież wraca ze szkoły, część osób już wyszła z pracy. Wszyscy usiłują zmieścić się do autobusów, zmęczeni, szukają siedzących miejsc. Niektórzy muszą jechać na stojąco. O 15.30 ruszył autobus do Makowa, tłoczą się w nim dzieci jadące do Sierakowa, Dobrzankowa, Bogatego, Krasińca. W tym samym czasie w domach matki podgrzewają obiady dla dzieci, które lada chwila wrócą do domów.

Wypadek w Dobrzankowie

Na kolejnych przystankach wysiadają grupki dzieci. Również w Dobrzankowie wysiada kilkoro dzieci. Do domu śpieszy się 14-letni Arek Kwieciński, który mieszka kilka domów od przystanku. Autobus zdążył ruszyć, a po chwili mieszkańcy wioski i pasażerowie usłyszeli głuche uderzenie. Arek wyskoczył zza autobusu wprost pod nadjeżdżającego od strony Bogatego zielonego opla astrę na makowskich numerach. Autobus zatrzymuje się. Od codziennych zajęć odrywają się okoliczni mieszkańcy. Wszystkim czekającym na swoje dzieci mocniej zabiły serca. Coś się stało! Może to moje dziecko!
Arek leży na środku jezdni, nie może się podnieść, krzyczy z bólu. Na kierowcę opla krzyczą zbiegający się z okolicy mieszkańcy Dobrzankowa. Atmosfera robi się gęsta. Wszyscy krzyczą, że kierowcy jeżdżą tędy bardzo szybko, pokazują leżące kilkadziesiąt metrów od chłopaka jego buty, bo siła uderzenia była tak duża, że Arek dosłownie wyskoczył z butów. Kierowca opla nie chce dyskutować z mieszkańcami, czeka na policję.
Huk wypadku słyszała w domu Katarzyna Koziatek. Przybiegła szybko na miejsce wypadku, podłożyła chłopakowi pod głowę przyniesioną z domu poduszkę i zawiadomiła pogotowie i policję. Służby ratunkowe przyjechały bardzo szybko. Pomimo, że w Przasnyszu nie ma Centrum Powiadamiania Ratunkowego, niemal równocześnie na miejscu zjawiają się pogotowie, straż pożarna i policja. W tym czasie ze złą nowiną do domu Kwiecińskich przybiegli koledzy, z którymi Arek jechał z Przasnysza. Ojciec był tak zdenerwowany, że zaraz po wypadku nawet nie pamiętał, kto poinformował go o potrąceniu syna. Arek ze złamaniem nogi w podudziu znalazł się w przasnyskim szpitalu w stanie ogólnym dobrym - dowiedzieliśmy się od rzecznika policji w Przasnyszu Tomasza Łysiaka.
Wieść o wypadku rozchodziła się po wsi lotem błyskawicy. Mimo że był środek dnia i wiele osób pracowało w polu, na miejscu wypadku zebrało się kilkunastu gapiów.

Śmierć w Dobrzankowie

Przybiegła też sołtys Wiesława Zamielska. Rozmawialiśmy z nią chwilę po wypadku. Powiedziała, że pobiegła na miejsce wypadku, bo tym autobusem wracało z Przasnysza dwoje jej dzieci. Zamielska przyznaje, że w Dobrzankowie jest bardzo niebezpiecznie. Wieś ciągnie się kilka kilometrów, a nie ma w niej ani jednego przejścia dla pieszych. Nie ma też zatoczki dla autobusów ani pobocza, a kierowcy jeżdżą bardzo szybko. Zresztą o tym mówią wszyscy mieszkańcy wsi. Pani sołtys wspomina, że w zeszłym roku byli u niej przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która administruje drogą nr 57, z pytaniem o bezpieczeństwo we wsi. Wspomnieli o możliwości ustawienia ograniczenia prędkości, ale na tym się skończyło.
- Żadne zakazy, żadne nakazy bez zachowania zdrowego rozsądku nie pomogą - podsumowuje Zamielska. - Zarządca drogi, którym jest GDDKiA, w ubiegłym roku na tej trasie wykonał dwie zatoczki dla autobusów w Bogatem - powiedziała nam wójt gminy Przasnysz Grażyna Wróblewska.
Na trasie z Makowa do Przasnysza Dobrzankowo to wieś, w której zginęło najwięcej ludzi. Rok temu w tragicznym wypadku zginęły trzy osoby, m.in. syn posła Zbigniewa Deptuły. Mieszkańcy wioski wspominają, że obok przystanku, niemal dokładnie w miejscu gdzie doszło do potrącenia Arka Kwiecińskiego, przed czterema laty doszło do tragedii. W wypadku zginął uczeń, Wojtek Roman. Tuż za plecami leżącego na jezdni Kwiecińskiego stoi krzyż upamiętniający śmierć Wojtka. Dodają, że kierowcy nie przestrzegają ograniczenia prędkości na terenie zabudowanym.
- Gdyby jechał 50 km na godzinę, toby zdążył wyhamować - mówili gapie stojący na miejscu wypadku.
Tomasz Łysiak poinformował nas, że kierowca samochodu był trzeźwy, ale na razie nie udało się ustalić, z jaką prędkością jechał, pracują nad tym biegli. Mieszkańcy wsi, odgrzebując w pamięci ofiary, jakie pochłonęła droga, podają kolejne nazwiska. Samych pieszych wymieniają kilka nazwisk, wspominają też o licznych potrąceniach.
- Kiedyś chciałam na prostym odcinku przejść na drugą stronę. Rozejrzałam się, nic nie jechało, a gdy byłam w pół drogi, zza zakrętu wyskoczył rozpędzony samochód - opowiada jedna z kobiet. Mieszkańcy do wypadków podchodzą już ze sporą rutyną, zbiegają się, oglądają, co się stało i rozchodzą. - Później będzie o tym cała wieś rozmawiała, aż do kolejnej tragedii - mówi pani sołtys.
Rzecznik przasnyskiej policji Tomasz Łysiak powiedział nam, że od 2002 roku w Dobrzankowie doszło do dwóch wypadków i 15 kolizji, zginęły w nich cztery osoby, a dwie zostały ranne. W pobliskim Bogatem, gdzie policyjne radiowozy częściej niż w Dobrzankowie zatrzymują się z radarem, był w tym samym czasie tylko jeden wypadek i 10 kolizji, nikt nie zginął, a tylko jedna osoba została ranna.
- W sumie w tych dwóch wioskach od początku 2002 roku doszło do 28 zdarzeń drogowych, ale więcej z nich zdarzyło się właśnie w Dobrzankowie - powiedział nam Tomasz Łysiak.

Czarne Dobrzankowo

Po potrąceniu Arka ruch na drodze krajowej na Mazury został sparaliżowany. Samochody stały w korkach w obu kierunkach, przez ponad 20 minut droga była nieprzejezdna. Kobieta z auta na warszawskich numerach denerwowała się, że jedzie na grzyby, a przez wypadek traci czas. Po odwiezieniu chłopaka do szpitala policja wahadłowo puszczała kierowców nadjeżdżających od strony Sierakowa i Bogatego.
Właśnie do policjantów mają pretensje mieszkańcy Dobrzankowa.
- Stają w Sierakowie, stają w Bogatem, ale u nas można ich spotkać bardzo rzadko - mówią po wypadku ludzie. Opowiadają, że podczas dużego nasilenia ruchu zdarza się, że samochody mijają się na trzeciego, a jak zdarzyło się, że przyjechali policjanci z radarem, to na ich widok kierowcy wyjeżdżając z zakrętu hamowali z piskiem.
- Radiowozy, jeśli są w tej okolicy, starają się patrolować wszystkie wioski na tej trasie, chociaż rzeczywiście może częściej mierzą prędkość radarami czy wideoradarami w Bogatem - mówi Tomasz Łysiak. Rzecznik przasnyskiej policji powiedział nam też, że raczej nie można spodziewać się ustawienia oznakowania czarnego punktu w Dobrzankowie. Prędzej powstanie ono w Mchowie pod Przasnyszem, ale to też potrwa, bo na takie oznaczenie trzeba znaleźć sponsora, a organem właściwym do znakowania czarnych punktów jest GDDKiA, z którą na razie przasnyscy policjanci o takim oznakowaniu nie rozmawiali. Wójt gminy Przasnysz Grażyna Wróblewska chce oznakowania Dobrzankowa i Bogatego jako czarnych punktów.
- Będziemy o takie oznakowanie występować do zarządcy drogi - mówi wójt.
Rzecznik Tomasz Łysiak powiedział nam, że policja w Przasnyszu uczestniczy w akcji mazowieckiej policji "Bezpieczna droga do szkoły", w ramach której patrolowane są okolice szkół oraz miejsca, gdzie często młodzież przemieszcza się między domem a szkołą, więc także przystanki i dworzec autobusowy.
- Prowadzimy także pogadanki w szkołach o zasadach bezpieczeństwa ruchu drogowego, a niebawem wszyscy pierwszoklasiści z podstawówek i gimnazjów dostaną specjalne odblaski i dyplomy poświadczające przeszkolenie z zasad ruchu drogowego - powiedział nam rzecznik przasnyskiej policji.

*

Jeżdżąc za samochodami przejeżdżającymi przez Dobrzankowo, sprawdziliśmy, z jaką prędkością poruszają się po nim samochody. Najwolniej (z wyłączeniem odcinka remontowanego obecnie mostu) przejechaliśmy z prędkością 70 km/h, a w ciągu dnia obowiązuje tu ograniczenie do 50 km/h.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki