Czerwin. Żłobek przeniesiony do szkoły - tymczasowo. Przeprowadzka budzi emocje

Aldona Rusinek
W Czerwinie 9 listopada 2020 rozpoczęto remont żłobka. Pod obecność dzieci, co zbulwersowało niektórych rodziców.

- W budynku znajdowały się przez dwa dni małe dzieci do trzech lat, a wykonawca remontu, za zgodą wójta podobno, wyburzył ściany zewnętrzne, zablokowane było wejście do budynku. Dzieci nie powinno być w placówce podczas remontu. A teraz podobno mają przenieść żłobek do GOK. Co to za nieprzemyślana prowizorka z narażaniem dzieci? – irytowała się kobieta, która zadzwoniła do redakcji.

Rzeczywiście, od trzech tygodni trwa remont żłobka. I rzeczywiście w dosyć nagłym trybie rozpoczęty. Dzieci zostały przeniesione do pomieszczeń w szkole, które należą także do GOK.

- W żłobku mamy w tej chwili jedną grupę dzieci, ale przybywa wciąż chętnych i jest potrzeba utworzenia drugiej grupy. Stąd konieczność adaptacji drugiego piętra obiektu, w którym znajduje się żłobek – mówi wójt Grzegorz Długokęcki. - Złożyliśmy na początku roku wniosek do Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego o dofinansowanie tej modernizacji i otrzymaliśmy z programu Maluch Plus 375 tys. złotych dotacji.

W trakcie tworzenia projektu, w konsultacji z sanepidem i strażą pożarną okazało się jednak, że niezbędne jest poszerzenie klatki schodowej, zainstalowanie systemu oddymiania i kilka jeszcze, nieplanowanych na początku inwestycji. W rezultacie z remontu wyszła rozbudowa, z ingerencją w bryłę budynku. Zwiększył się też koszt i, ze względu na wymagane procedury, wydłużył termin rozpoczęcia inwestycji

. W rezultacie prace budowlane będą kosztowały około 603 tys. złotych, a nie, jak wstępnie szacowaliśmy, niespełna 500 tys. złotych. Razem z wyposażeniem zmodernizowanych wnętrz będzie to koszt około 700 tys. złotych, z czego ponad połowę pokryje dotacja, a resztę, za zgodą radnych, gmina. Ale dzięki rozbudowie będzie można wygospodarować gabinet dla logopedy i powiększyć salę do leżakowania – informuje wójt.

Przeprowadzka żłobka

Tymczasem zaś trzeba było przenieść gdzieś maluchy na czas remontu. I to zdarzyło się w dosyć gwałtownym tempie. Bowiem ogłoszenie przetargu na wykonawcę odbyło się dopiero 1 października, a jego rozstrzygnięcie i wyłonienie wykonawcy 16 października. Umowa z wykonawcą została podpisana na początku listopada, a dyrektorka przedszkola, Magdalena Tyborowska 6 listopada otrzymała pismo z urzędu gminy, w którym wójt prosi o projekt organizacji pracy żłobka w okresie prac remontowo-budowlanych i ocenę ewentualnej chwilowej lokalizacji placówki w budynku szkolnym.

Zaś trzy dni później, w poniedziałek na teren żłobka weszła już ekipa budowlana.

- Dopiero we wtorek, 10 listopada przy odbieraniu dzieci dowiedzieliśmy się, że żłobek 13 i 14 listopada będzie zamknięty. Ale wciąż nie wiedzieliśmy, gdzie dzieci będą przeniesione na czas remontu. W czwartek, 13 listopada dowiedzieliśmy się, że do szkoły – mówi jedna z mam. -

Nie rozumiem, dlaczego wszystkie decyzje były podejmowane w ostatniej chwili, bez konsultacji z rodzicami, bez informacji wcześniejszej. Owszem, wiedzieliśmy od dawna, że ma być remont żłobka, a raczej że miał być w wakacje, a nie znacznie później. Nie przewidzieliśmy, że dzieci będą ewakuowane z dnia na dzień w prowizoryczne warunki. To są malutkie dzieci, które wymagają dużej wrażliwości. Ulokowane zostały w szkolnych salach. Wszystkie decyzje powinny być przemyślane i podjęte znacznie wcześniej, w konsultacji z rodzicami

- uważa mama jednego z maluchów.

Wójt: Staraliśmy się zapewnić jak najlepsze warunki

Dzieci przeniesione są do budynku szkoły, gdzie są także pomieszczenia GOK. Staraliśmy się zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki na ten tymczasowy okres, który powinien się zakończyć do końca grudnia. Być może wcześniej da się wrócić do budynku żłobka.

Kiedy dyrektorka żłobka Magdalena Tyborowska zwróciła się do nas o wskazanie pomieszczeń, wskazaliśmy optymalne według gminy miejsce, ale wiele jej to przeniesienie zajęło czasu, bo ona sugerowała przenosiny do domu seniora w Dzwonku. Jednakże umiejscowienie dzieci w Dzwonku wymagałoby znacznie większych nakładów adaptacyjnych. Musieliśmy zamknąć żłobek na dwa dni, 12 i 13 listopada, choć można było w czasie wcześniejszego weekendu tę przeprowadzkę zorganizować. I wcześniej, a nie w ostatniej chwili poinformować rodziców. Rozumiem irytację rodziców, bo uważam, że kontakt z rodzicami i tryb przeprowadzki pozostawia wiele do życzenia – mówi wójt Długokęcki.

Rodzice też tak uważają, aczkolwiek niekoniecznie winią za to dyrektorkę żłobka.
- Myślę, że ona po prostu do ostatniej chwili nie wiedziała, co ma robić, więc co miała nam przekazywać, skoro dopiero w piątek dowiedziała się o rozpoczęciu remontu, a w poniedziałek już była ekipa budowlana. Uważam że i tak razem z pracownicami bardzo sprawnie ewakuowały żłobek w dwa dni. Nie wiem, czy szkoła jest najlepszym miejscem dla naszych dzieci, ale cieszę się, że żłobek jest remontowany, bo będzie więcej miejsc dla maluchów – mówi jedna z mam.

- Cały czas czekałam na decyzję wójta, przez całe wakacje. Rodzice pytali, nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo do ostatniej chwili nie było jakiejkolwiek informacji ani w sprawie terminu remontu, ani w sprawie zastępczej lokalizacji. Aż do początku listopada. 5 listopada było spotkanie w tej sprawie, 6 listopada dostałam pismo od wójta.

Uważam, że błyskawicznie i bardzo sprawnie przenieśliśmy tutaj nasz żłobek. Dbam o dzieci, ich dobro jest dla mnie najważniejsze. Ale nie ode mnie zależą najważniejsze decyzje

– mówi dyrektorka Tyborowska.

Jak wiadomo, uczniowie nie wrócą do szkół przed 17 stycznia, więc maluchy w prowizorycznym żłobku, cieplutko zresztą i kolorowo urządzonym przez pracownice, będą miały spokój.

Pewien problem natomiast z nowymi lokatorami ma dyrektorka GOK, Jadwiga Kowalczyk, która zajmuje w szkole trzy pomieszczenia dla potrzeb swojej placówki.

Dzieci mi oczywiście, w żaden sposób nie przeszkadzają, tyle że tam, gdzie teraz stoją ich łóżeczka i leżaki do spania, miała być sala do lekcji języka angielskiego.

Dostaliśmy na ten projekt pieniądze, musimy się do 20 grudnia rozliczyć z urządzenia, zgodnie z konkretnymi projektami i wymogami, pracowni językowej, a ja w tej chwili nie mam gdzie jej umieścić. A za nic nie chciałabym utracić otrzymanych pieniędzy. Szczerze mówiąc, w tym momencie nie bardzo wiem, co mam zrobić – mówi Jadwiga Kowalczyk. - Gdzie pomieścić dwanaście biurek, dużą tablicę interaktywną, rzutnik, projektor. Nie dam rady urządzić tego w tej sali, choć ja nie muszę tutaj siedzieć – Jadwiga Kowalczyk pokazuje na pokój, który obecnie stanowi jej gabinet. I gabinet dyrektorki żłobka jednocześnie.

W całej tej historii zaskakuje brak komunikacji, korelacji i przemyślanych wspólnych decyzji, ważnych tym bardziej, że w imię dobra małych dzieci. Na tak wąskim, gminnym szczeblu. Na tak małym, lokalnym podwórku.

Czytaj także

Poseł PiS rzecznikiem praw obywatelskich?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie