Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ćwierć wieku, które odmieniło świat

Jacek Pawłowski
Gdy w poniedziałek 16 października 1978 roku o 18.18 nad Kaplicą Sykstyńską w Rzymie unosił się biały dym, świat wiedział, że Kościół katolicki ma nowego papieża. Gdy o 19.20 w oknie nad portalem bazyliki pojawił się ubrany w papieskie szaty mało znany na świecie kardynał z Polski, zwiastowało to zmiany. Watykaniści wiedzieli, że na pewno będą to zmiany samego papiestwa, przypuszczali, że odmieni się oblicze Kościoła i katolicyzmu. Jednak choć dziś wielu ludzi mówi, że przeczuwało wielkie zmiany na świecie, które nastąpią za czasów i pod wpływem Jana Pawła II, mało komu wówczas przychodziło na myśl, że porządek świata poprzestawia się w sposób wówczas niewyobrażalny.

Rok trzech papieży

Rok 1978. 32 lata po zakończeniu II wojny światowej, trzy dekady zimnej wojny i podziału wpływów na świecie między dwa mocarstwa: Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Przywódcami mocarstw i najważniejszymi ludźmi na świecie byli Jimmi Carter i Leonid Breżniew. Wpływ na losy miliardów ludzi miał wówczas potężny przywódca komunistycznych Chin Deng Xiaoping. Premierem Wielkiej Brytanii był laburzysta Leonard Callaghan, a kanclerzem Niemiec Helmut Schmidt.
W Polsce rok 1978 to schyłkowy okres rządów Edwarda Gierka. Już było widać, że Polska pogrąża się w kryzysie. Kartki na cukier, podwyżki urzędowych cen produktów spożywczych. W życiu społecznym zaczęła się organizować opozycja wobec władzy: Komitet Obrony Robotników, Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych (Świtoń, Gwiazdowie, Walentynowicz, Wałęsa, Bujak, Janas). Władza zwalczała opozycję za pomocą represji i propagandy sukcesu. Bez powodzenia próbowała za plecami polskiego episkopatu zaprzyjaźnić się z Watykanem.
W sierpniu 1978 roku zmarł papież Paweł VI. Jego następca, włoski kardynał Luciani, który przybrał imię Jan Paweł I, umiera w tajemniczych okolicznościach miesiąc po wyborze na papieża.
W październiku 1978 roku do Watykanu zjeżdżają się kardynałowie z całego świata. Ma odbyć się konklawe, na którym wybiorą nowego papieża. Katolicy wierzą, że każdego następcę Świętego Piotra wskazuje Duch Święty, posługujący się demokratyczną procedurą głosowania kardynałów, którzy nie ukończyli 80 lat.

Konklawe

3 października wyjeżdżają z Polski na konklawe dwaj kardynałowie: Stefan Wyszyński (wówczas prymas Polski) i Karol Wojtyła (metropolita krakowski). Ponieważ katolicy przyjmują, że w czasie konklawe na hierarchów oddziałuje Duch Święty, kardynałowie zamykają się, izolują od świata i obradują bez przerwy do czasu aż wybiorą papieża. Przebieg konklawe spowija mrok tajemnicy, chociaż część watykanistów i biografów papieża twierdzi, że udało im się namówić kilku kardynałów do opowiedzenia jak przebiegał wybór głowy Kościoła. Faktem jest, że kardynałowie wybrali Karola Wojtyłę na papieża w ósmej turze głosowania w drugim dniu konklawe. Rozpoczęło się ono wprawdzie 14 października o 16.30, ale tamtego dnia kardynałowie odśpiewali modlitwę do Ducha Świętego i rozeszli się do swoich cel. Właściwe obrady zaczęły się w niedzielę 15 października. Najpierw, zgodnie z tradycją, zgłaszane były kandydatury włoskich kardynałów. Gdy jednak żaden z nich nie uzyskał na tyle przeważającej większości głosów, by świadczyła o jednomyślności, zdecydowano się na rozwiązanie nie spotykane od czterech i pół wieku. Na papieża zaproponowano nie-Włocha. Gdy liczono głosy nad kandydaturą Karola Wojtyły, sam zainteresowany był poruszony i chyba wówczas dopiero zdał sobie sprawę, że naprawdę zostanie papieżem.
Według relacji papieskiego biografa Tada Szulca, powołującego się na rozmowę z niemieckim kardynałem Franzem Koenigiem, w czasie liczenia głosów Wojtyła poczerwieniał i ukrył głowę w dłoniach. Gdy już było wiadomo, że kardynałowie opowiedzieli się za wyborem Polaka na papieża, kardynał Maximilian de Furstenberg stanął przed nim i wypowiedział łacińską formułę: "Dominus adest et vocat te" (Pan jest tutaj i woła cię). Inny kardynał Jean Villot zapytał po łacinie: "Czy przyjmujesz". Karol Wojtyła odpowiedział swoim mocnym, wyszkolonym w Teatrze Rapsodycznym, głosem: "W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając matce Chrystusa i Kościoła, świadom wielkich trudności, przyjmuję". W ten sposób 264. w historii Kościoła papież, pierwszy od 455 lat nie-Włoch i pierwszy w ogóle Słowianin, rozpoczął swój pontyfikat.
Karty do głosowania, wypełnione przez kardynałów, zostały spalone, a nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym. Znak, że Duch Święty za pośrednictwem "książąt Kościoła"powołał kolejnego następcę Świętego Piotra.

Papież z dalekiego kraju

Nowy papież musiał tego samego dnia przemówić do wiernych i wygłosić błogosławieństwo "Urbi et Orbi". Bezpośrednio po wyborze, nowy papież przyjął kardynałów i jako pierwszy w historii postanowił uczynić to nie w pozycji siedzącej, a stojącej i nazwał kardynałów swymi braćmi. W czasie wkładania papieskich szat uczynił również gest nie spotykany wcześniej w Watykanie. Niepisanym zwyczajem było, że gdy nowo wybrany na papieża przywdziewał papieskie szaty, swoją czerwoną kardynalską piuskę wkładał na głowę jednego z pomagających przy tych czynnościach prałatów i ten w niedługim czasie zostawał kardynałem. Jan Paweł II nieoczekiwanie schował swą purpurową piuskę do kieszeni, a potem polecił umieścić ją w Ostrej Bramie w Wilnie.
Kardynał Felici wypowiedział tradycyjną formułę "habemus papam" (mamy papieża). Kiedy o 19.20 nowy papież ukazał się wiernym, tłum stojący na placu Świętego Piotra zaczął wiwatować. "Papież z dalekiego kraju", jak sam o sobie powiedział, przemówił do wiernych po włosku zastrzegając, że nie zna zbyt dobrze tego języka i gdyby zrobił błąd, to należy go poprawić. Wierni wówczas wybuchnęli śmiechem, bo Jan Paweł II zrobił błąd właśnie w tym zdaniu.
Licznie zgromadzeni wówczas w Watykanie dziennikarze z całego świata słali korespondencje do swych krajów.
"Papież nie-Włoch to wstrząsający obraz uniwersalności katolicyzmu. Każdy mógł zobaczyć niezmierzony tłum ludzi zgromadzonych przed Świętym Piotrem. Widziałem jak jakiś Czarny bił brawo Polakowi, który po włosku przemawiał do ludu rzymskiego" - pisał dla paryskiego dziennika "Le Figaro" Jean d'Ormesson.
Więcej czasu na sformułowanie myśli miał korespondent i naczelny redaktor krakowskiego "Tygodnika Powszechnego" Jerzy Turowicz, ale w nocy z 16 na 17 października pisał: "Ufam, że Ojciec Święty śpi (...) i życzę mu tego najserdeczniej. Ale nie jestem pewny czy śpi. Słowo tak, które powiedział, gdy go zapytano, czy przyjmuje wybór, musiało być najtrudniejszym słowem w jego życiu".
Wspomniany już kardynał Koenig komentując dla niemieckich środków przekazu wybór Karola Wojtyły nazwał ten fakt "psychologicznym trzęsieniem ziemi dla całego Wschodu Europy".

Polaków łączyła radość

Było tak w istocie, wybór na papieża duchownego z kraju bloku komunistycznego, mocno zaskoczył władze. Ale uradował Polaków. W wielu domach zapanowała radość. W Krakowie już o dziewiętnastej ulice były pełne ludzi. Młodzież organizowała pochody, niesiono flagi narodowe, śpiewano pieśni religijne. Ludzie, którzy wcześniej się nie znali, padali sobie w objęcia (jak pamiętają ten dzień nasi czytelnicy piszemy na str. 18-19 - przyp. red.). Na Wawelu zaczął bić dzwon Zygmunt, który odzywa się tylko w najważniejszych dla polskiego narodu chwilach.
Wybór Polaka na papieża skupił międzynarodową uwagę na Polsce. Dzięki temu świat znów mógł sobie przypomnieć "historię kraju wydanego wbrew jego woli przemocy komunistycznej. Zauważano, że wybór ten przywołuje myśl o jedności kultury europejskiej, sztucznie podzielonej przez układy jałtańskie oraz iż papież-Polak może przypieczętować kres złudzeń o możliwościach postępu realizowanego siłą" - pisze Wojciech Roszkowski w swojej "Historii Polski 1914-1991".
Państwowa telewizja w Polsce, co niespotykane, przeprowadziła 22 października czterogodzinną transmisję z inauguracji pontyfikatu. Na placu Świętego Piotra była wówczas polska delegacja z przewodniczącym Rady Państwa (kolegialny organ państwa mający kompetencje prezydenta) Henrykiem Jabłońskim.
Władze PRL zaskoczone wyborem Wojtyły na papieża, próbowały wziąć ten fakt za dobrą monetę, wręcz przekuć na swój sukces. Pierwszy sekretarz KCPZPR Edward Gierek, przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński i premier Piotr Jaroszewicz przesłali papieżowi depeszę gratulacyjną, w której wyrażali satysfakcję, że na tronie papieskim zasiadł "syn narodu budującego wielkość i pomyślność swej socjalistycznej ojczyzny". Propaganda sukcesu w tamtych czasach była tak natrętna, że z wypowiedzi oficjeli oraz komentarzy w cenzurowanych mediach wynikało, że wybór kardynała Wojtyły na papieża to jeden z przejawów postępu socjalizmu.
Tak zaczął się trwający jak dotąd ćwierć wieku pontyfikat Jana Pawła II znaczony wielkim dorobkiem intelektualnym w postaci encyklik, książek, homilii i przemówień, podróżami apostolskimi do najdalszych zakątków Ziemi, otwarciem papiestwa na świat przejawiającym się w zabieraniu głosu przez Jana Pawła II na temat najważniejszych, najaktualniejszych ziemskich problemów. W końcu jest to pontyfikat naznaczony cierpieniem w związku z zamachem na Jana Pawła II i gnębiącymi go chorobami.

Człowiek jest drogą Kościoła

Ktoś nie zorientowany w intencjach tkwiących u źródeł depeszy gratulacyjnej peerelowskich władz z 1978 roku, mógłby powiedzieć, że rzeczywiście, w słowach Gierka, Jabłońskiego i Jaroszewicza coś było na rzeczy. Ostatni przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow otwarcie wręcz mówił, że poglądy papieża Jana Pawła II bliskie są teoretycznym założeniom socjalizmu. Papież bowiem zawsze ujmuje się za biednymi i pokrzywdzonymi, widzi jedną z ról państwa jako właśnie opiekę nad nimi.
Błędem jednak byłoby twierdzić, że poglądy papieża są lewicowe. Jego nauki, jak pisze wybitny brytyjski historyk Timothy Garton Ash, nie da się ocenić w tradycyjnych, politycznych kategoriach prawicy i lewicy. Papież odnosi się z jednakowym krytycyzmem zarówno do socjalizmu, jak i liberalnego kapitalizmu. Jednocześnie w encyklice "Solicitudo rei socialis" podkreślił, że doktryna Kościoła nie jest też trzecią drogą między tymi dwoma skrajnie różnymi sposobami organizacji państw i społecznych stosunków.
Po swej pierwszej pielgrzymce do Polski w 1979 roku papież powiedział dziennikarzom, że różnice między kapitalizmem a komunizmem są powierzchowne, "pod tym wszystkim są ludzie" - podsumował.
Filozofia głoszona przez Jana Pawła II zyskała miano personalizmu, czyli zwrócenia uwagi na człowieka, jego umysł, duchowość i problemy. Wielką sensację wśród katolików i nie tylko wywołała pierwsza encyklika obecnego papieża "Redemptor hominis" (Odkupiciel człowieka). Odwrócił w niej dotychczasowe relacje między człowiekiem a Kościołem. Dotąd przyjmowano bowiem, że Kościół jest drogą człowieka, tymczasem w encyklice "Redemptor hominis" znalazło się stwierdzenie, że "człowiek jest drogą Kościoła" i że "Kościół nie może odstąpić człowieka".
Papież zawsze podkreśla, że każdy człowiek ma przyrodzoną godność i niezbywalne prawa. W pełnych pasji wystąpieniach broni praw człowieka z niespotykaną wcześniej konsekwencją. Kazał respektować prawa obywateli Fidelowi Castro na Kubie i dyktatorowi Paragwaju generałowi Stroessnerowi. Ganił też wielkich tego świata - prezydentów USA Clintona i Busha. Ostatnio do końca sprzeciwiał się atakowi na Irak, ponieważ wszędzie i zawsze głosi pokój oraz potrzebę zwyciężania zła dobrem. Przypominał katolikom o potrzebie tolerancji i otwartości na inne religie. W tak zapalnym miejscu jak była Jugosławia, dokładnie w Zagrzebiu, nakazał chorwackim katolikom zaakceptować obecność muzułmanów na Półwyspie Bałkańskim. Sam zresztą stale wyciąga rękę do prawosławnych, żydów i muzułmanów.
W czasie pontyfikatu Jana Pawła II upadł komunizm we wschodniej części Europy, runął Mur Berliński, połączyły się Niemcy, skończyła się zimna wojna i wyścig zbrojeń. Michaił Gorbaczow przyznał, że to, co się stało w Europie, byłoby niemożliwe bez udziału papieża. Wprawdzie nie wszystkim narodom dawnego bloku wschodniego udało się bezkrwawo wyzwolić z komunizmu. Jednak w modnym obecnie traktowaniu historii z punktu widzenia "co by było gdyby", można tylko wyobrażać sobie, jak mógłby wyglądać upadek komunizmu bez udziału papieża.
Wybitny amerykański politolog prof. Samuel Huntington udział papieża w odnowie Europy skwitował słowami: "wygląda na to, że Jan Paweł II posiadł sposób pojawiania się w pełni pontyfikalnego majestatu w krytycznych momentach procesu przechodzenia do demokracji".
W dyskusjach nad efektami pontyfikatu Jana Pawła II przewija się również to, czego papieżowi się nie udało zrobić. Nie udało się tak naprawdę i dogłębnie wprowadzić do polskiego Kościoła odnowy posoborowej, choć kardynał Wojtyła był bardzo aktywnym uczestnikiem Soboru Watykańskiego II. Nie udało się zwiększyć roli świeckich w Kościele, zdemokratyzować jego ziemskich struktur. Kościół w Polsce, zdaniem wielu obserwatorów, w tym również części katolickich publicystów, pozostaje skostniały, hierarchiczny, surowy a czasami nieczuły i głuchy na potrzeby wiernych. Taki obraz Kościoła wynika m.in. z poruszającej dyskusji zawiedzionych katolików opublikowanej na łamach "Więzi" w 1999 roku. Choć co niedziela do kościoła wciąż chodzi większość Polaków, to z badań socjologów (zarówno kościelnych, jak i świeckich) wynika, że polski katolicyzm jest płytki, powierzchowny, skupiający się głównie na zewnętrznych obrzędach, a czasami wręcz na pseudoreligijnej tandecie tak powszechnie obecnej w czasie kościelnych uroczystości. Polscy katolicy postrzegani są na świecie jako bezgranicznie uwielbiający swego papieża, ale nie rozumiejący i nie słuchający, co on do nich mówi. Polscy pielgrzymi bywają z zażenowaniem obserwowani przez innych wiernych np. na placu Świętego Piotra, gdzie w czasie audiencji czy nabożeństw wiwatują na cześć Jana Pawła II, klaszczą, śmieją się, wznoszą okrzyki nawet wtedy, gdy papież mówi o sprawach trudnych i dramatycznych. Trudno odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarczać papieża, faktem jednak pozostaje, że jego pontyfikat raczej nie skłonił Polaków do pogłębienia wiary.
Krytycy papieża na Zachodzie zarzucają Janowi Pawłowi II zbytni konserwatyzm, wręcz wstecznictwo w sprawach moralnych, takich jak kontrola urodzeń, instytucja małżeństwa i religijnych, takich jak bezżeństwo księży, czy kapłaństwo kobiet. Negatywnego stosunku do tych poglądów papieża nie kryją nawet ci, którzy wychwalają go za naukę społeczną, by znów wspomnieć Timothy Gartona Asha. Z drugiej jednak strony, badacze społeczeństw obserwują wśród młodzieży zachodnich rozwiniętych krajów nawrót do tradycyjnie pojętej moralności i wiary. Czy ten ruch rozwinie się i będzie masowy - trudno przewidywać, zwłaszcza że instytucjonalnemu Kościołowi podtrzymywanie i rozwijanie tego ruchu przychodzi z różnym skutkiem.
Pontyfikat Jana Pawła II trwa. Nie da się więc ocenić go jako całości. Nie będzie to możliwe nawet bezpośrednio po śmierci papieża. Wszyscy sobie zdają sprawę, że pontyfikat Jana Pawła II będzie oddziaływał na Kościół i świat długo po jego zakończeniu. Być może właśnie te kontrowersyjne, uznawane za niepostępowe i niezrozumiałe dla wielu poglądy i decyzje papieża staną się zrozumiałe po wielu latach, gdy zweryfikuje je czas.
Papież już tego nie doczeka, ale osoby które urodziły się w 1978 roku i później - na pewno.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki