Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ciężko chora służba zdrowia

Rozmawiał Paweł Pliszka
Wojciech Miazga
Wojciech Miazga A. Wołosz
Rozmawiamy z Wojciechem Miazgą, dyrektorem Samodzielnego Zespołu Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej im. dr. Józefa Psarskiego w Ostrołęce

Od 1 sierpnia zawiesza działalność poradnia dermatologiczna w ostrołęckim szpitalu. Czy powodem takich działań jest wyczerpany limit na usługi zakontraktowane w NFZ?
- Nie. Powodem zawieszenia działalności poradni dermatologicznej, a wcześniej - od lipca - również oddziału dermatologii, jest odejście na emeryturę dr Marii Miłuńskiej, która prowadziła poradnię. Zostaliśmy praktycznie bez specjalisty mogącego ją poprowadzić. Oczywiście wysłaliśmy ogłoszenia do prasy i cały czas poszukujemy dermatologa, ponieważ chcemy wznowić działalność poradni. Ale nie jest łatwo w tej chwili znaleźć dobrego specjalistę, który będzie chciał sprowadzić się do Ostrołęki i podjąć tę działalność w naszym szpitalu.
Jednak sygnały o zawieszaniu wykonywania pewnych usług bardzo niepokoją niemal wszystkich obecnych i potencjalnych pacjentów ostrołęckiego szpitala. Pytają, czy placówka nadal może i będzie wykonywała świadczenia medyczne. Czy nie wyczerpały się już limity usług zakontraktowanych w Narodowym Funduszu Zdrowia?
- W tym roku po raz pierwszy wprowadzono metodę punktową płatności za procedury medyczne. Zrobione to było w wielkim bałaganie, co zaowocowało tym, że szpital przez pierwsze półrocze wykonał dużo więcej usług, niż miał zakontraktowanych punktów. Ale nie tylko my się pomyliliśmy, podobna sytuacja jest w bardzo wielu placówkach medycznych w Polsce. Jeżeli jeszcze do tego dodamy, że kontrakt ostrołęckiego szpitala w 2004 r. jest niższy od tego z 2003 r. o 3 mln złotych, to już widać, że na koniec roku może zabraknąć pieniędzy. Już teraz mamy taką sytuację, że w części oddziałów realizację kontraktu mamy bardzo zaawansowaną (są to m.in. oddziały: pediatrii, neurologii, chirurgii, urazowo-ortopedyczny). Na tych oddziałach wynosi ona od 60 do 90 proc. Istnieje więc realna groźba, że limity się wyczerpią przed końcem 2004 r. Co wtedy się stanie? Odpowiedź jest straszliwie trudna. Ja myślę, że nie będziemy mieli innego wyjścia, niż zastosowanie takiego patentu, jaki wprowadziliśmy na otolaryngologii. Tam już skończył się kontrakt na hospitalizację długoterminową i po prostu wstrzymaliśmy pracę oddziału w tym zakresie, czyli pacjenci nie są przyjmowani do leczenia długoterminowego. Przyjmujemy tylko pacjentów do tzw. hospitalizacji jednodniowej, bo w tym zakresie jeszcze kontrakt trwa na oddziale otolaryngologii i raczej powinien wystarczyć do końca tego roku. Cały czas pracujemy nad tym, by nie doszło do sytuacji, w której chorych ludzi odeślemy spod drzwi przychodni. To jest jedyny szpital w mieście i powiecie. Nie jest to Warszawa, gdzie w jednej dzielnicy są dwa czy trzy szpitale. W naszych realiach odesłanie pacjenta do innej placówki oznacza co najmniej 40-50-kilometrową podróż. A przecież to są chorzy ludzie.
Czy taka a nie inna sytuacja w służbie zdrowia może oznaczać, że wzorem innych szpitali w Polsce, będziecie udzielali pomocy medycznej za pewną odpłatnością?
- Dopóki szpital posiada podpisaną umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, jest prawnie zobligowany do świadczenia usług dla ubezpieczonych pacjentów bezpłatnie. Nie ma takiej możliwości, byśmy rozpoczęli pobieranie opłat za hospitalizację, badanie, czy zabiegi. Na takie rozwiązania zdecydowała się część szpitali w Polsce, która miała podpisaną umowę z NFZ na pół roku, licząc, że później uda im się wynegocjować lepszy kontrakt. Ale to się nie udało i ich umowy wygasły. Te placówki są w innej sytuacji niż ostrołęcki szpital. Ponadto dochodzi aspekt etyczno-moralny. My znajdujemy się na specyficznym terenie. Są to obszary rolnicze, stosunkowo ubogie. Pobieranie opłat za świadczenia medyczne po prostu się nie uda.
A jak Pan ocenia pomysły niektórych posłów, by pacjent współuczestniczył w finansowaniu usług medycznych?
- To będzie zupełnie moje prywatne zdanie. Myślę, że współfinansowanie usług medycznych przez ubezpieczonych obywateli jest strasznie trudne. Medycyna to jest tak droga działalność, że dla niektórych pacjentów taki udział wynosiłby setki, a nawet tysiące złotych. To jest nierealne. Ja natomiast uważam, że są pewne koszty, które ponosi szpital np. w związku z hospitalizacją, a które musi również ponosić pacjent w momencie, kiedy jest zdrowy i to bez względu na to, czy jest ubogi, czy bogaty. Myślę o kosztach tzw. hotelowych, czyli noclegu i wyżywieniu. Są to pieniądze, które musimy wydawać codziennie bez względu na stan naszej zamożności. I tu można by zastanawiać się nad udziałem finansowym pacjentów. Ale jednak podkreślam, że nie widzę możliwości współuczestniczenia pacjenta w kosztach świadczonych usług, bo są to często ogromne pieniądze. Poza tym uważam, że zanim zaczniemy mówić o jakichkolwiek płatnościach, powinno się sprecyzować koszyk usług gwarantowanych.
Trwają prace na projektem ustawy o świadczeniach zdrowotnych. Pracują nad nią tylko parlamentarzyści. Czy nie powinni się tam znaleźć lekarze? Czy lekarze nie mają na tyle silnych grup lobbystycznych, by wprowadzić do komisji sejmowej swoich przedstawicieli?
- Grup lobbystycznych raczej nie brakuje, bo w tej komisji zdrowia są lekarze. Wiem, że lobbują w sposób pozytywny, starają się przenosić pewne rozwiązania. Ale tu chodzi o ponad 30 miliardów złotych rocznie, które są wydawane na służbę zdrowia. To są potężne pieniądze. I myślę, że parlamentarzyści patrzą na nie w sposób bardzo polityczny. Powstająca ustawa jest zła. Powiela to, co mieliśmy i mamy teraz, w 2004 r. Ale stanęliśmy przed dylematem - albo zgadzamy się na tę złą ustawę i mamy możliwość zakontraktowania usług na rok 2005, albo wszyscy się wymądrzają i szukają coraz to innych rozwiązań i 1 stycznia 2005 r. będziemy mieli dramat na skalę Europy. Rzeczywiście, jako eksperci powinniśmy brać udział w pracach na projektem ustawy. Myślę, że zdanie środowisk medycznych powinno być tu brane pod uwagę. A tak nie jest.
W poniedziałek, 12 lipca, przed spotkaniem z mieszkańcami Ostrołęki, marszałek Sejmu Józef Oleksy powiedział, że wcześniej rozmawiał z dyrektorami szpitala w Ostrołęce. Powiedział też, że w dużej części spotkanie dotyczyło dokończenia budowy nowej placówki. Marszałek Oleksy mówił, że jest mocno zaskoczony sytuacją szpitala, a wożenie blisko sześć kilometrów pacjentów ze starego do nowego szpitala na zabiegi nie może trwać długo. Zaznaczył, że podejmie działania w tej sprawie. Czy to oznacza coś dobrego dla szpitala w Ostrołęce? Czy będzie można zobaczyć niebawem przecinaną w drzwiach szpitala wstęgę?
- Trudno tak dalekosiężnie myśleć. Jedna rzecz jest pewna. Udało nam się zainteresować marszałka Sejmu problemem ciągnącej się już od dwudziestu lat budowy szpitala. To jest rzecz godna odnotowania. Marszałek Oleksy podszedł do sprawy z bardzo dużym zainteresowaniem. Poświęcił nam kilkadziesiąt minut na rozmowę na ten temat. Obiecał też, że postara się coś z tą sprawą zrobić. Nie potrafił jedynie sprecyzować, jakiej materii będą to ruchy. Ale trudno mu się dziwić, ponieważ nasze żądania, czy raczej potrzeby związane z dokończeniem budowy szpitala, są ogromne. Jest to kwota około 200 mln złotych. Marszałek złapał się za głowę, jak to usłyszał. Ale też potwierdził, że jesteśmy ewenementem na skalę krajową, jeśli nie europejską, gdzie pacjenci są wożeni na zabiegi sześć kilometrów, gdzie część diagnostyczna i zabiegowa szpitala jest w nowym obiekcie, a pacjenci leżą w starej placówce. To przecież znacząco podnosi koszty utrzymania. To nie jest normalne. Stanowczo stwierdził, że trzeba ten stan zakończyć, trzeba to przerwać. My mamy złożyć pewne dokumenty do marszałka, ale jeszcze nie wiemy, w jakiej postaci objawi się jego pomoc. Teoretycznie wszystko leży w gestii województwa, bo szpital jest budowany w ramach kontraktu wojewódzkiego. My dostajemy pieniądze na budowę właśnie od marszałka województwa mazowieckiego. Kontrakt polega na tym, że marszałek otrzymuje pieniądze do podziału ze Skarbu Państwa. Samorząd teoretycznie ma prawo swobodnie dysponować tymi środkami. Jednak czasami są to pieniądze - nazwijmy je - naznaczone, z konkretnym przeznaczeniem. Tak budowane jest warszawskie metro. Marszałek Struzik otrzymuje powiedzmy 150 mln złotych w takim kontrakcie. Z tego 70 mln złotych musi przeznaczyć na budowę metra i są to pieniądze, których nie może wydać inaczej. My sobie wyobrażamy w takim szalenie optymistycznym odruchu, że podobnie by można zrobić z funduszami przeznaczonymi na szpital w Ostrołęce. Też będą to takie "naznaczone pieniądze".

PS. Nadal bezpłatne porady dermatologiczne można uzyskać w Indywidualnej Specjalistycznej Praktyce Lekarskiej Urszuli Chełchowskiej przy ul. Traugutta 5, tel. 760-20-84.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki