Ci lekarze czekają na pacjentów w drzwiach. Całą dobę

Redakcja
Stanisław Boruch trafił na oddział kardiologii interwencyjnej 6 stycznia z ostrym zawałem serca.
Stanisław Boruch trafił na oddział kardiologii interwencyjnej 6 stycznia z ostrym zawałem serca. I. Ossowska
W oddziale kardiologii interwencyjnej ostrołęckiego szpitala uratowano tysiące ludzi po zawałach. Na pierwszy poza Warszawą dyżur 24-godzinny zgodził się sam prof. Religa

Gdzie? W Ostrołęce? Ostry dyżur 24-godzinny? Odtykać będą zawały? Pytali w Warszawie, mając w domyśle, że wymyśliliśmy jakieś czary mary na prowincji - wspomina dr Dariusz Karwowski, szef oddziału kardiologii interwencyjnej ostrołęckiego szpitala.

Tymczasem to właśnie na tym oddziale w ubiegłym roku lekarze ratowali życie 554 osobom, które trafiły do nich z ostrym zawałem serca.

Jednym z pacjentów był Stanisław Boruch z Ostrołęki. Mężczyzna wsiadł na rower w Święto Trzech Króli tego roku. Wysiłek fizyczny i siarczysty mróz - to połączenie sprawiło, że drugi raz trafił do szpitala z ostrym zawałem serca.

- Na szczęście i tym razem się udało - mówi z lekkim uśmiechem mężczyzna.

Nie mamy miejsc dzwońcie gdzie indziej

Na „czary mary” w szpitalu w niewielkiej Ostrołęce zgodę dał sam profesor Zbigniew Religa, sława polskiej kardiologii.

- Ruszyliśmy 7 lutego 2002 roku - wspomina dr Karwowski. - Za chwilę będziemy świętować 15-lecie istnienia. Wtedy to rozpoczęliśmy wykonywanie koronoragrafii (badanie naczyń wieńcowych - przyp. red.). W 2004 zaczęliśmy robić angioplastyki wieńcowe, czyli poszerzenie zwężeń w tętnicach wieńcowych i wszczepianie stentów. Przyjeżdżali do nas koledzy z Anina raz w tygodniu. Robiłem to pod ich nadzorem. W 2005 i 2006 roku zaczęli się wdrażać młodsi lekarze, żeby od lutego 2007 r. uruchomić dyżur 24-godzinny.

Doktor Karwowski przyznaje, że uruchomienie całodobowego dyżuru w Ostrołęce nie było łatwym zadaniem.

- Dyżur funkcjonował wówczas w Aninie, w szpitalu na Szaserów i być może w szpitalu grochowskim. Nie było takiego jeszcze w szpitalu na Banacha. A między Warszawą, a Białymstokiem nie było nic - podkreśla dr Karwowski. - W województwie mazowieckim nie było pełnego dyżuru w tym czasie. A potrzeba była silna. Przykro było patrzeć, kiedy przywożą człowieka z bólem serca, cierpiącego, powiedzmy z Myszyńca na izbę przyjęć w Ostrołęce. Schodził lekarz i rozkładał ręce, bo co mógł pomóc... Dzwoniło się do Warszawy. Często padały odpowiedzi: „Nie mamy miejsc, zadzwońcie gdzie indziej”. I ten nieszczęśnik godzinę rezydował na izbie, cały czas cierpiący... W tamtych czasach gdy ból serca zaczął się o 8 wieczorem, to gdy pacjent był „odetkany” o 2 w nocy to było dobrze. A teraz jak ból rozpocznie się o 8 wieczorem (o ile pacjent zgłosi się do nas szybko) to już o 9 będzie odetkany.

Pomógł poseł i profesor Religa

Na uruchomienie 24-godzinnego dyżuru w Ostrołęce potrzebne były ogromne pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Mieliśmy szczęście, że ostrołęczanin, Arkadiusz Czartoryski już był posłem. W kraju rządziło Prawo i Sprawiedliwość. W sejmiku wojewódzkim zasiadał Janusz Kotowski - wspomina kardiolog. - Pamiętam jak z dyrektorem szpitala, z panem posłem i z panem Kotowskim byliśmy u profesora Religi, wówczas ministra zdrowia. On już podobno o mnie coś słyszał. Bardzo mi było miło, kiedy powiedział, że jego kolega Witek, czyli profesor Witold Rużyłło, o mnie mu wspominał. Poklepał mnie wtedy po plecach i powiedział: „Niech się pan nie martwi, będzie dobrze”. Minister może dużo. Za jakiś czas dostaliśmy telefon z NFZ, że dyrektor Sośnierz zaprasza nas na spotkanie. Po tym spotkaniu pojechaliśmy na negocjacje z innymi pracownikami NFZ. Udało się. Byliśmy pierwszym po Warszawie ośrodkiem na Mazowszu, który ruszył z dyżurem 24-godzinnym. Płock, Ciechanów, Siedlce uruchamiały takie dyżury rok czy dwa lata po nas. Oni już mieli łatwiej. My przecieraliśmy szlaki. Byliśmy takimi małymi pionierami.

Zapotrzebowanie na badania tętnic oraz ich odtykanie z roku na rok stawało się coraz większe.

- W ubiegłym roku doszliśmy już do grubo powyżej 800 leczonych przypadków - wylicza doktor Karwowski. - Do szpitala z każdego punktu naszego zasięgu można dojechać w ciągu godziny. Czekamy na pacjentów w drzwiach. Mamy podgląd monitorów jeszcze z karetki.

Cały artykuł przeczytasz w papierowym wydaniu TO

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ania

Wspaniały personel .Wielki szacunek dla lekarzy,kilkakrotnie przedłuzyli życie mojemu tacie.Niestety odszedł juz dodomu Ojca a lekarzom i osłudze z odziału .Slicznie dziękuje.

Dodaj ogłoszenie