Chce żyć dla syna. Nadzieją jest bardzo drogi lek

Piotr Ossowski
Jestem ogromnie wdzięczna. Nie spodziewałam się takiego odzewu. Trudno mi znaleźć słowa, którymi mogłabym wyrazić jak bardzo dziękuję wszystkim osobom, które wpłaciły pieniądze. Także tym, którzy wspierają mnie dobrym słowem i modlitwą - mówi nam wzruszona Dorota Bacławska z miejscowości Gąski w gminie Lelis.

A mówi o akcji zbiórki pieniędzy na jej leczenie. W ubiegły piątek na jej koncie w Fundacji Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba” było ponad 29 tysięcy złotych. Dla pani Doroty to ogromna kwota, ale jednocześnie kropla w morzu potrzeb. Dziś jedynym ratunkiem dla niej jest drogi, nierefundowany w Polsce lek TDM1/kadcyla.

Jednorazowa dawka tego leku kosztuje ok. 23 tysięcy złotych. A trzeba go podawać co trzy tygodnie! Wszystkie inne możliwości walki ze złośliwym nowotworem zostały już wyczerpane - pani Dorota jest po mastektomii, po wielu już chemioterapiach, w trakcie kolejnej.

- Ten lek to moja jedyna nadzieja na to, że będę mogła choć raz odprowadzić mojego syna do szkoły, że będzie miał mamę dłużej niż cztery lata - wyznaje dziś dramatycznie 37-letnia kobieta.

I to właśnie dla synka nie poddaje się i walczy o kolejną nadzieję. W tej walce wspiera ją mąż, rodzina, przyjaciele. W walce, która trwa już ponad rok.

- Chciałam stworzyć dziecku dom i warunki do życia, jakich sama nie miałam. Pochodzę z rodziny, której los nie oszczędzał, gdy miałam 5 lat zmarł nasz tato, mama została z ósemką dzieci - opowiada. - Mama była do tego schorowana, nie chcę wracać do tamtych wspomnień, bieda i tyle. Kiedy cztery lata temu, a dwa lata po ślubie, na świat przyszedł nasz syn, to był najpiękniejszy dzień w moim życiu...

Los jednak jakby się zawziął. Chorobę pani Doroty zdiagnozowano w kwietniu 2016 roku. Rak piersi.

- Najgorszy z rodzajów tego nowotworu - HER2 dodatni. Guz rósł w takim tempie, że dziwiło to nawet lekarzy - mówi pani Dorota, która nie chce już wracać do chwil, w których usłyszała diagnozę. Trzeba było szybko wziąć się w garść i zacząć walkę. Dla synka.

Jest, niestety, źle. Lekarze stwierdzili już przerzuty - do wątroby i płuc.

- Kolejne wyniki badań są gorsze od poprzednich. Lekarze nie ukrywają, że szanse powodzenia obecnej chemi są niewielkie - mówi Dorota Bacławska.

Nadzieja jednak nie gaśnie w niej. Teraz całą pokłada w drogim leku.

- Początkowo modliłam się o to, żebym jak najdłużej mogła być mamą dla mojego skarba, dziś modlę się o cud. Proszę wszystkich, którzy mogą pomóc - bądźcie moim cudem - te słowa pani Dorota napisała w apelu dla Fundacji „Kawałek Nieba”.

Nie trafiły w próżnię. Na facebookowym profilu akcji dla pani Doroty uaktywniają się różni ludzie. Są tacy, którzy anonimowo wpłacają pieniądze. Są tacy, którzy przyłączają się do akcji. Ktoś licytuje jakieś przedmioty, ktoś inny prosi swoich znajomych o pomoc. Jeszcze inni sami zbierają pieniądze. Jak choćby fundacja Kobieta w Biegu, która zorganizowała akcję charytatywną w Warszawie.

- Mam dla kogo walczyć i mam dla kogo żyć - mówi Dorota Bacławska.

Każdy może jej w tym pomóc! Nasi Czytelnicy nigdy nie zawiedli - do każdego z naszych chorych, niepełnosprawnych, bohaterów wyciągali pomocną dłoń.

- W chwili kiedy tracisz nadzieję, gesty ludzi, których znasz i tych zupełnie obcych bardzo wiele znaczą - napisała na facebookowym profilu Dorota Bacławska, poruszona ogromnym wsparciem, jakiego doświadczyła w ostatnich tygodniach.

Pomóc Dorocie Bacławskiej można, dokonując wpłaty na konto:
Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym „Kawałek Nieba”
Bank BZ WBK 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374
Tytułem: „1141 pomoc dla Doroty Bacławskiej”.
Pani Dorocie można pomóc także, przekazując 1 procent podatku:
należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243 oraz w rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%” wpisać: 1141 pomoc dla Doroty Bacławskiej.

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
olczi

smutna historia..

g
gość

Nie zgadzam się z opinią, że leki nie pomogą. Mam w rodzinie dwa przypadki osób, które pokonały nowotwór. Natomiast faktem jest, że leczenie jest horrendalnie drogie, a jego cena jest bezapelacyjnie efektem napędzania przez rynek farmaceutyczny. Szkoda, że pieniądze są ważniejsze, aniżeli życie ludzkie. Dlatego uważam, że w takich chwilach ludzie powinni się jednoczyć i pomagać sobie, bo w tym tak naprawdę jedyny ratunek. Otwórzmy się na innych, pomóżmy zebrać im pieniądze na leczenie. Bezsilność z powodu braku środków finansowych na leczenie jest chyba czymś najgorszym w momencie ciężkiej choroby. Dobrze, że istnieją różne fundacje, które pomagają takim ludziom. Przykładem może być Fundacja Szlachetny Gest, która organizuje zbiórki na leczenie chorych dzieci (jak również robi wiele innych rzeczy, mających na celu niesienie pomocy). Moim zdaniem takim ludziom trzeba po prostu, PO LUDZKU, pomagać. Niezależnie od domniemanego efektu leczenia. 

M
Magda.
Bardzo smutna historia. Szkoda, że NFZ nie refunduje leczenia. Lepiej przeznaczyć pieniądze na torunskie potrzeby.
h
hiena

Rozumiem deperacje kobiety ale spoleczenstwo musi zrozumiec, ze raka nie da sie zaleczyc pieniedzmi i nie ma cudownych srodkow. Cena leku to oszustwo firmy farmaceutycznej.

Dodaj ogłoszenie