MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Chcę mieć szkołę bez strachu

mm
Wojciech Domański ma doświadczenie pedagogiczne i menedżerskie
Wojciech Domański ma doświadczenie pedagogiczne i menedżerskie M.Mrozek
Miejsce w gabinecie dyrektora Szkoły Podstawowej nr 2 w Ostrołęce po Marii Dłuskiej zajął Wojciech Domański - z wykształcenia nauczyciel wychowania fizycznego. W czerwcu wygrał konkurs, od września przejął kierowanie szkołą po swej poprzedniczce, która rządziła w Staszicówce przez sześć ostatnich lat.

- Może zabrzmi to pompatycznie, ale nauczycielem jestem naprawdę z zamiłowania - twierdzi Domański. - Już moja pierwsza praca w Szkole Podstawowej w Broku uświadomiła mi, że nauczanie jest czymś, co powinienem robić przez całe życie. Pamiętam doskonale pierwszą szkołę, pierwszą dyrekcję i pierwsze klasy, które uczyłem. Minęło kilka lat, ale rozmawiamy ze sobą, poznajemy się na ulicy, z niektórymi moimi uczniami jestem w kontakcie telefonicznym.
Znajomi określają dyrektora Domańskiego nawet mianem Siłacza (od "Siłaczki" Żeromskiego), ale odżegnuje się on od tego przydomka. Mówi, że pamięta, jak tragicznie dla Stanisławy Bozowskiej skończyła się praca w szkole.

Życiorys optymisty

Dyrektor tryska energią i dobrym humorem, który natychmiast się udziela osobom przebywającym w jego towarzystwie. Pozytywne, przyjazne nastawienie do świata, do ludzi, dało się wyczuć już w rozmowie telefonicznej, gdy umawialiśmy się na rozmowę. Dyrektor Domański zaznaczył jednak wyraźnie:
- Jestem wesoły, ale wtedy kiedy trzeba, potrafię być też śmiertelnie poważny.
Wojciech Domański ma 36 lat, szczupły, niewysoki. Nowy dyrektor Staszicówki urodził się w Łowiczu. Jeszcze jako dziecko przeprowadził się z matką do Małkini, gdzie uczył się w Technikum Mechanicznym w klasie o kierunku budowa maszyn i urządzeń przemysłowych.
- To była moja wielka pomyłka, bo powinienem skończyć liceum ogólnokształcące - stwierdza krótko.
Potem chodził do ostrołęckiego studium nauczycielskiego, gdzie kształcił się na kierunku wychowanie fizyczne. Magisterium zrobił w Gdańsku na Akademii Wychowania Fizycznego im. Jędrzeja Śniadeckiego. W zawodzie pracuje jedenaście lat, od 1990 roku. W międzyczasie miał jedno, trzyletnie rozstanie z uczniami i szkołą, kiedy pracował w Coca-Coli.
Jest żonaty. Małżonka - Marzenka (dyrektor wyraźnie zaznacza, by zdrobniale napisać imię żony, bo jak twierdzi, tylko tak zwraca się do małżonki) - również uczy wf. i prowadzi gimnastykę korekcyjną w Szkole Podstawowej nr 10 w Ostrołęce. Żonę - ostrołęczankę - dyrektor Domański poznał w studium nauczycielskim.
Po ślubie państwo Domańscy nie zamieszkali w Ostrołęce, lecz w Małkini.
Pan Wojciech pracował najpierw w podstawówce w Broku, potem w SP nr 1 i nr 2 w Małkini. - Bardzo nam się tam podobało. Duża wieś, prawie sześć tysięcy mieszkańców, o niesamowitym klimacie - opowiada. W czasie kiedy my przyjechaliśmy do Małkini, ściągnęli też do niej ludzie z dużych miast Polski - inżynierowie, pracownicy do zakładu wyrobów azbestowo-cementowych. Ludność napływowa stworzyła specyficzną, bardzo fajną atmosferę.
Państwo Domańscy mają dwóch synów - Bartosz ("Misio") jest uczniem klasy czwartej SP nr 10, a Piotr klasy pierwszej Gimnazjum nr 1.

Menedżer w szkole

Do Ostrołęki rodzina Domańskich przeprowadziła się dopiero przed trzema laty, kiedy pan Wojciech wygrał konkurs na menedżera w tutejszym oddziale Coca-Coli i został kierownikiem rejonu sprzedaży.
- Nie zamierzałem na stałe wiązać się z Coca-Colą ani żadną inną firmą. Był to czas, kiedy denerwowało mnie to, co dzieje się w oświacie. Na tyle, że postanowiłem porobić w życiu coś innego. Powoli jednak zdałem sobie sprawę, że całego świata nie naprawię, a praca w szkole jest czymś, co zawsze chciałem robić i robić powinienem. Ja po prostu nie wyobrażam sobie pracy bez dzieci i bez młodzieży.
Wojciech Domański jest pewien, że doświadczenie menedżerskie bardzo mu się przyda w pracy dyrektora.
- W zasadzie jest to połączenie tego, co zawsze chciałem robić - wyjaśnia. - Po pierwsze, mam kontakt z dziećmi, po drugie, zarządzam pewną grupą ludzi, czyli jest to najbardziej optymalne rozwiązanie dla mnie.
Przez ostatnie dwa lata Domański był wuefistą i wychowawcą w II LO w Ostrołęce. Nie bez rozterek odszedł z ogólniaka na dyrektorskie stanowisko.
- Miałem do siebie straszny żal, że zostawiłem młodzież, klasę pierwszą, której byłem wychowawcą, grono ludzi, z którymi się zżyłem, przyjaciół. Przez chwilę poczułem nawet, że ich zdradziłem - twierdzi dyrektor.
Licealiści nie pozwolili bez pożegnania odejść swojemu nauczycielowi i po zakończeniu uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego w II LO przyszli do "dwójki".
- To naprawdę wartościowi młodzi ludzie, do których miałem zaufanie i chyba oni mnie również nim obdarzyli, skoro szczerze rozmawialiśmy o wszystkim, bez tematów tabu - mówiąc to dyrektor pokazuje kartkę z bardzo ciepłymi, sympatycznymi życzeniami napisanymi od serca przez byłych wychowanków.
- Taka pamiątka i kilka serdecznych słów są cenniejsze niż wszystkie nagrody, nawet od prezydenta miasta - uśmiecha się szeroko i za chwilę pokazuje mi SMS-a z gratulacjami, od dawnej uczennicy. Dostał go, kiedy wygrał konkurs na dyrektora.

Nauczyciel zapatrzony w Kmicica

Wojciech Domański mówi, że podejmując decyzję o udziale w konkursie na dyrektora szkoły, myślał przede wszystkim o szkole wzajemnego szacunku - ucznia do nauczyciela i nauczyciela do ucznia.
- Nie na zasadzie strachu, sztuczności, ale przez zaufanie i wzajemną akceptację. Dorośli są w tym względzie gorsi niż dzieci, bo często wymagamy szacunku od dzieci, nie dając nic w zamian. Chciałbym w szkole stworzyć atmosferę, w której uczniowie nie czują strachu przed nauczycielami, a nauczyciele nadal wymagając dużo od uczniów, zyskują nie tylko ich szacunek, ale i sympatię.
A zdaniem dyrektora szacunek w oczach ucznia, bez znaczenia, czy szkoły podstawowej, gimnazjum, czy liceum, nauczyciel zyskuje nie tylko dogłębną wiedzą, swoimi zainteresowaniami, ale także wysoką kulturą osobistą.
Kiedy pytam o największy autorytet, Domański wymienia literacką postać z "Potopu" - podchorążego orszańskiego Andrzeja Kmicica.
- Cenię go za chęć i zdolność wykonywania rzeczy wielkich - dla ojczyzny i swoich bliskich. I jeszcze za coś, do czego dyrektor Domański się przyznaje - za działanie pod wpływem chwili. - Z rozsądkiem, z rozwagą, aczkolwiek z nutą młodzieńczego szaleństwa, którego we mnie też drzemie bardzo dużo - przyznaje Domański. - Nasze życie jest ciężkie, ale uważam, że należy się nim cieszyć i być wesołym maksymalnie często. Kiedy tylko się da.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki