Cały świat oszalał na punkcie prostej gry. Ostrołęka też?

Robert Majkowski
Spotkaliście na ulicy osoby wpatrzone w telefony komórkowe? One nie piszą SMS-ów, tylko... łapią pokemony. Jak to się stało, że cały świat oszalał na punkcie prostej gry?

Gdy zadzwoniłem do ostrołęckich fanów gry Pokemon Go, aby umówić się na spotkanie, usłyszałem, że właśnie szukają pokemonów na osiedlu Stacja. Chciałem tam pojechać i porozmawiać o ich nowym hobby, ale... nie wiedzieli gdzie konkretnie są. Łowy stworków doprowadziły ich do zupełnie nieznanej im okolicy.

Gdy tylko pogoda dopisuje, w Ostrołęce można spotkać wiele grupek młodych osób spacerujących ze smartfonami w rękach, pochłoniętych zabawą, która podbiła świat (niektórzy bywają przy tym, niestety, nieuważni - są tak zaabsorbowani grą, że nie zważają na przejeżdżające tuż obok samochody - red.). Osobom przyglądającym się z boku może się to wszystko wydać co najmniej dziwne. Ja jednak fanów gry rozumiem. Mimo że nie jestem zwolennikiem (zawsze ryzykownego) mieszania świata gry z rzeczywistością, ani spędzania czasu na klikaniu w klawiaturę komórki.

Źródło: MMOnline

„Pokemon”, czyli serial animowany produkcji japońskiej, polska telewizja pokazywała od 2000 roku. Fabuła kreskówki jest prosta: młodzi bohaterowie przemierzają świat w poszukiwaniu pokemonów, czyli stworków o różnych umiejętnościach. Trenują je, zaprzyjaźniają się z nimi, przeżywają wspólnie wiele przygód, używają ich do walk z innymi trenerami. Ta bajka stała się fabułą gry. W lipcu tego roku firma Niantic stworzyła grę nasmartfon Pokemon Go.

Zobacz: Pokemon Go: świat oszalał na punkcie gry. My też?

- Myślę, że to przełomowa gra - mówi 18-letni Daniel z Dylewa, który pokemony zbierał na skwerku przy ostrołęckim klasztorze. Tam można spotkać wielu fanów tej zabawy, ponieważ znajdują się tam trzy pokestopy, czyli miejsca, gdzie można zdobyć różne przedmioty, a także znaleźć wiele stworków. - Wcześniej nie było takiej gry, aby ze smartfonem można było chodzić po ulicach, parkach. Poza tym Pokemon Go przyciągnął nie tylko młodszych, ale i starszych.
Daniel, jak był młodszy, oglądał bajkę „Pokemon”. Teraz sam jest trenerem stworków, których ma ponad 50. Łapie się je na komórkę, rzucając w określony punkt kulkę, tzw. poke ball.

- Ta gra to taki powrót do dzieciństwa - dodaje jego rówieśnik, Czarek z Goworowa. - Twórcy gry dobrze wykorzystali temat przewodni. Gdyby było coś innego niż pokemony, to pewnie by nie wypaliło.

Bartek Górski z Ostrołęki mówi, że w Pokemon Go bawi się 75 proc. jego znajomych. Ma 14 lat, więc siłą rzeczy bajki, ani jej sequeli, nie mógł na bieżąco śledzić. Mimo tego...

- Gra mnie wciągnęła - przyznaje z uśmiechem.

Pierwszego pokemona złapał w... pokoju brata, ale słyszał, że niektórzy natrafili na swoje pierwsze stworki w bardziej zaskakujących miejscach, jak na przykład w klozecie. Razem z kolegami pokemonów szukają na rowerach albo pieszo w całej Ostrołęce (i okolicach). Jak mówi, najwięcej ich można spotkać w okolicach McDonald’sa, „Handlowca” oraz na osiedlu Stacja. Nie należy się więc specjalnie dziwić, jeśli podczas jedzenia burgera w popularnej restauracji albo lodów obok DH Kupiec ktoś nagle wyceluje w nas swoją komórkę. Być może obok nas siedzi (rzecz jasna w wirtualnej rzeczywistości) jak gdyby nigdy nic pokemon. Bartek i jego przyjaciele takim łowom poświęcają sporo czasu, bo zdarza się, że nawet osiem godzin dziennie (oczywiście z przerwami).

- Ciekawe jest to, że możesz wyjść z domu, znajdować pokemony w realnym świecie i zbierać je w komórce - mówi o tym, co robi na nim największe wrażenie w grze. - Ja uprawiam sport, trenuję piłkę nożną, ale niektórych taka zabawa wyciągnęła z domu.

Zobacz: Gdzie w Ostrołęce są pokemony?

Młody ostrołęczanin szacuje, że podczas poszukiwania stworków przeszedł i przejechał rowerem około 25 kilometrów (w półtora tygodnia). Zwiedził m.in. osiedle Stacja, którego wcześniej nie znał. Razem z kolegami znalazł nawet przy okazji fajne miejsce na biwak. Ma jednak świadomość, że bezmyślne zatopienie się w mieszance wirtualnej i tej prawdziwej rzeczywistości może źle się skończyć.

- W Stanach i Australii dochodziło do wypadków, bo ktoś na przykład spadł z wysokości (zdarzały się też wypadki samochodowe - red.) - mówi. - W przypadku Ostrołęki trzeba uważać przede wszystkim na ruch drogowy.

Cały tekst przeczytasz w papierowym wydaniu TO.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie