Była żoną i matką. Została prostytutką i morderczynią własnej babci

Andrzej Plęs
– Chciałam, żeby babcia umarła, żeby zabrała ze sobą wszystkie moje brudy – wyznaje Karolina. Chwyciła więc metalową figurkę i tłukła nią głowę babci... Dostała 11 lat więzienia. Za sobą ma już 5 i patrząc przez więzienne okno snuje plany na przyszłość.
– Chciałam, żeby babcia umarła, żeby zabrała ze sobą wszystkie moje brudy – wyznaje Karolina. Chwyciła więc metalową figurkę i tłukła nią głowę babci... Dostała 11 lat więzienia. Za sobą ma już 5 i patrząc przez więzienne okno snuje plany na przyszłość.
Całkowicie zaplątała sobie życie.

I nawet ten wyrok za zabójstwo nie przywrócił jej właściwej hierarchii wartości. Dopiero kiedy w więzieniu w Nisku podcięła sobie żyły, zrozumiała, co tak naprawdę jest ważne.

Dziś, po pięciu latach odsiadki, mówi, że najważniejsza rzecz, jaką chciałaby zmienić w swojej przeszłości, to... - Pogadałabym z mamą, kiedy zaczęły się problemy - Karolina odpowiada bez chwili wahania.

Pomysł na szybkie pieniądze

Niepokorna nastolatka w rodzinnej Łodzi mogła zaszaleć. Miała 21 lat, kiedy zaszła w ciążę. Konsekwencją był niechciany ślub.

Z dużego miasta przeniosła się za mężem na wieś do teściów, gdzie czekała praca na roli (o której nie miała pojęcia), zero znajomych i atrakcji. Jedyną radością były studia politechniczne, bo matematyka, fizyka i chemia to jej pasja.

A ona życia chciała. Życia i pieniędzy. I więcej zainteresowania ze strony męża, bo "mundurowy" mąż wiecznie poza domem, a teściów niespecjalnie obchodziła.

- Wydawało mi się, że znalazłam genialny pomysł na szybkie pieniądze i utrzymanie się na studiach - mówi cicho. - Zostałam prostytutką. A powinnam była pogadać z mamą...

Najpierw jednak wzięła gazetę, znalazła odpowiednie ogłoszenia. W zawód weszła bez problemu. Problemy zaczęły się dopiero potem... Dom, studia, "praca", którą musiała wykonywać w tajemnicy przed mężem, teściami, tym wiejskim środowiskiem, w którym wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Pieniądze szybko przestały cieszyć, narastał lęk i wstręt do siebie samej.

- Nie mogłam już patrzeć w lustro. Wracałam z "pracy" do męża i dziecka, i udawałam sama przed sobą, że wszystko jest w porządku. Nie umiałam z tym skończyć, nie umiałam o tym z nikim rozmawiać - dziś podsumowuje. - To wszystko mnie przerosło.

Zabić, żeby się nie wydało

Wyjeżdżała pod pretekstem, że zajęcia w innym mieście, że u rodziców będzie nocować albo u babci... No właśnie - u babci.

Babcia wiedziała najwięcej, choć nie wszystko. O "pracy" pewnie nie wiedziała. Może domyślała się, że jest jeszcze inny - poza mężem - facet. Bo był. Babcia ją kryła, kiedy była poza domem teściów, nawet przed rodzicami ją kryła i zawsze była po stronie Karoliny. W końcu nie wytrzymała.

- Powiedziała, że muszę porozmawiać z rodzicami. Zabrzmiało to tak, jakby mi zagroziła, że jak nie ja, to ona porozmawia.

I wtedy Karolinie wszystkie te lęki przed ujawnianiem najgorszego i wstręt do siebie odebrały rozum. Chwyciła metalową figurkę i tłukła nią głowę babci.

A kiedy babcia już leżała we krwi i wycharczała: Co ty mi robisz, Karolina przeraziła się jeszcze bardziej, że babcia zdradzi, co jej zrobiła. I wszyscy o wszystkim się dowiedzą...

- Chyba chciałam, żeby umarła, żeby wszystkie moje brudy zabrała ze sobą.
Zaczęła dusić. Kiepsko jej szło, a strach narastał. Chwyciła nóż i wbiła w babci szyję.

Przeraziła się jeszcze bardziej. Jak w amoku porozrzucała rzeczy po mieszkaniu, żeby wyglądało na włamanie. Zadzwoniła po policję. I czekała. Niewiele z tego wszystkiego pamięta.

Ojciec wybaczył

Przemaglowali ją "na dołku". W pierwszej chwili policjanci nie wpadli na to, że ona może być sprawcą. Sugerowali, że to może jej ojciec, który z babcią nie miał najlepszych relacji. Odruchowo przytaknęła.

Ojca zamknęli na 72 godziny, a ona do tej pory nawet nie chce myśleć o tym, co przeżył. Już jej wybaczył, ona sama sobie nie może.

W końcu padło jej alibi: że w chwili zabójstwa była w sklepie. Policjanci sprawdzili zapis z kamer sklepowych. Na żadnym jej nie było. Wtedy nie wytrzymała psychicznie, zaplątała się w zeznaniach...

Niech to się wszystko wreszcie skończy! I przyznała się do zabójstwa. Konsekwentnie: przed policją, przed prokuratorem, na sali sądowej - ja zabiłam.

- Mama do końca nie chciała wierzyć. Chyba do niej dotarło, kiedy powiedziałam to na sali sądowej i kiedy zapadł wyrok: 11 lat pozbawienia wolności - mówi cicho.

Jak spojrzeć matce w oczy

Po wyroku ojciec zadzwonił i powiedział: Nie gniewaj się na mamę, bo musi to sobie wszystko poukładać. I nie myśl, że się od ciebie odwróciła.

Pierwsze widzenie z matką wprawiło ją w popłoch: jak mówić, co powiedzieć? Jak córka ma rozmawiać z matką, której zabiła matkę? To nic, że nieraz usłyszała od mamy, że zostaje jej wybaczone. Tylko przeszłości nie sposób zmienić, więc jak tu rozmawiać?

Matka zadała pierwsze pytanie: Czy naprawdę ty to zrobiłaś? Bo jak nie, to się nie przyznawaj. Jakby wbrew faktom nie chciała wierzyć. Nie pogadały, przepłakały obie niemal cały dany im czas.

Czas powoli zabliźniał rany. Po czterech latach w więzieniu dostała z Niska przepustkę na Wigilię. Pierwszą od lat, prawdziwą, rodzinną. Rodzinną?

- Siadaliśmy do stołu i czułam, że pozostali patrzą na mnie. Czułam wyrzuty, że to przeze mnie przy wigilijnym stole nie ma babci - opowiada z trudem.

Kolejne przepustki były łatwiejsze do zniesienia. Większość czasu spędzała z 7-letnią już córką Anią, która zaczęła pytać: Dlaczego siedzisz w więzieniu? Zostawiłaś mnie, bo mnie nie kochasz?

Chociaż córka wie, za co mama siedzi, bo były mąż dokładnie ją uświadomił. Do męża nie ma powrotu. Ten związek nigdy nie miał przyszłości.

Zresztą Ania ma już nową "mamę Jolę". Ta może być z nią ciągle, w odróżnieniu od "mamy Karoliny", która pojawia się w jej życiu, jak władza więzienna pozwoli.

Poleciała sobie po żyłach

Przez pierwsze miesiące w Areszcie Śledczym w Nisku buntowała się przeciwko dyscyplinie. Podcięła sobie żyły. Po tym, co zrobiła, powinni przenieść ją do izolatki. Przenieśli do celi czteroosobowej. To dopiero była kara!
- One mogły wychodzić na przepustki. Wracały odmienione i dopiero wtedy zrozumiałam, co tracę - przyznaje.

Spokorniała. Zrozumiała jeszcze więcej, kiedy sama zaczęła wychodzić.
- Cudowne przeżycie. Przytulałam się do drzew, zachwycałam się, że moknę na deszczu, dotykałam trawy i ze zdziwieniem patrzyłam na ludzi, którzy jakby nie widzieli, że na co dzień mają wokół siebie takie cuda.

Tuż przed ogłoszeniem wyroku powiedziała sobie: wytrzymam 10 lat i ani dnia dłużej. Dostała jedenaście. Pięć ma za sobą i cichą nadzieję, że ktoś podaruje jej część z pozostałych sześciu. Bo nie jest złym człowiekiem. W papierach ma, że zamordowała, ale nie jest mordercą z natury.

Poukładało jej się w głowie, kiedy poleciała sobie po żyłach. Ma niespełna 30 lat i plan na resztę życia. Do ukochanej fizyki, matematyki i chemii pewnie nie wróci. Zaczęła studia kosmetologiczne.

Trochę chemii w tym jest i jest przyszłość w branży. Jest też trochę kłopotów w szkole, gdzie poza dyrekcją nikt nie wie, dokąd wraca po zajęciach. Koleżanki proszą o numer telefonu, a jej telefonu mieć nie wolno.

Przecież nie powie, że wraca za kraty. Z tego samego powodu nie daje się odwozić po zajęciach. Kolega chciał się z nią umówić na sylwestra. Wyłgała się wyjazdem do Łodzi, ale i tam chciał za nią jechać.

- Powiedziałam mu w końcu, że nie dam mu numeru telefonu, bo "mieszkam" w więzieniu w Nisku, a tam komórek mieć nie wolno - opowiada z nutą rozbawienia. - Usłyszałam: to mogłaś od razu powiedzieć, że nie chcesz się ze mną umówić.

Przyszłość to nadzieja, ale i strach

Wyjdzie i jeszcze pożyje, bo wie jak. Skończy studia kosmetologiczne, wróci do Łodzi, znajdzie pracę albo założy własną firmę. Żeby przed pracodawcą nie musieć tłumaczyć się z przeszłości. Do mieszkania rodziców, gdzie wyrządziła największe zło, nie wróci.

Dziadek zostawił jej w spadku mieszkanie na drugim końcu miasta. Widać do końca życia nie uwierzył, że to ona mogła zabić.

Cieszy się na te wizje przyszłości. Cieszy się i się boi. Reakcji ludzi. Bo chce zacząć nowe życie, a jak się dowiedzą, to będą na nią patrzeć przez pryzmat starego.

Ale rozumie, że ten nieustanny lęk to taka dodatkowa kara poza wyrokiem. Jak pamięć, której nie da się wymazać.

Źródło: Gazeta Współczesna Była żoną i matką, a została prostytutką i zabiła własną babcię

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie