By już więcej nie marzły

Jarosław Sender
Do schroniska w Kruszewie przyje¬chali uczniowie ZSZ nr 2 w Ostrołęce. Od dawna są przyjaciółmi zwierząt, mają za sobą kilka akcji zbierania darów i pieniędzy na rzecz schroniska. Przywieźli do Kruszewa kołdry, koce i zapas suchej karmy. Na szczyt góry, usypanej z prezentów, od razu wspiął się Tyson - maleńki szczeniak z sercem rottweilera… Jak kilka innych zwierząt, musi na razie mieszkać w biurze schro¬niska. Jest zbyt słaby, aby mógł być wy¬puszczony na wybieg. Został podrzu¬cony pod bramę schroniska, gdy miał zaledwie kilka dni. Wykarmiony i "odchuchany", dostał kolejną szansę. Teraz potrzebuje domu, albo przy¬najmniej dobrze wypo¬sażonego miej¬sca w schronisku.

Tymczasem w placówce przybyło tyle zwierząt, że zaczyna bra¬kować bud.

- Potrzebujemy materiałów, czyli desek, papy, blachy falistej - wylicza Wiesława Rykowska, współwłaś¬cicielka schroniska dla bezdomnych zwierząt "Canis" w Kruszewie. - Jesz¬cze zdążymy dorobić trochę bud, żeby psy nie musiały mieszkać w tłoku.

Ostrołęczanie już wiele razy udo¬wodnili, że są gotowi wspierać bez¬domne zwierzęta. Z darów udało się wybudować kwarantannę i ogrodzenie, na dziedzińcu została położona kostka, dzięki czemu zwierzaki nie brodzą w błocie. Przybyło bud i boksów dla chorych zwierząt. Jest szczenięcarnia, do której nie mają wstępu starsze psy. To wszystko udało się zrobić dzięki dobro¬czyńcom.

Obecnie mieszka tu ponad 360 psów i kotów. Jak na możliwości placówki, o co najmniej 100 za dużo.

- Żeby była właściwa liczba, po¬winno być co najmniej 20 adopcji miesięcznie - ocenia pani Wiesia. - Tymczasem ludzie wezmą kilka psów, a na drugi dzień przywozimy suczkę, taką jak ta, z gromadą szczeniaków i znowu mamy tyle samo.

Beżowa suka i jej sześć szczeniąt, każde w innym kolorze, to ulubieńcy odwiedzających schronisko. Na malu¬chy byli chętni jeszcze wówczas, gdy nie można ich było odłączyć od mamy. Szczenięta zawsze mają szansę na ado¬pcję. Gorzej ze starą Miśką, wielkim Brutusem, gryzącym Żółtym, Antracy¬tem, który nie pozwala się dotknąć, chociaż piszczy z tęsknoty za czło¬wiekiem. To zwierzaki dla specjalnych właścicieli: cierpliwych, doś¬wiadczonych. Jednak do takich psich od¬mieńców też się czasem uśmiechnie los. Wie o tym choćby kudłaty Ostojak, który urządzał w schronisku awantury. Znalazł ciepły dom, nowe imię i zachwyconych nim właścicieli. W do¬datku, po umyciu i ostrzyżeniu, okazał się prawie rasowym terierem…

Nasi Czytelnicy, którzy mogą ofero¬wać pomoc lub chcą przygarnąć psa albo kota, proszeni są o kontakt z Anną Wołosz: telefon 29-764-22-82,29-764-66-41.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie