Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Bezrobotnych portret własny

TKalinowski
W numerze 8. "Tygodnika Ostrołęckiego" przeczytałem obszerne artykuły z wypowiedziami pracowników Zakładów Mięsnych "Ostrołęka" SA ("Oszukują, jak śmieci nas traktują", "Bezrobotnych portret własny" - przyp. red.). Pozwólcie zatem Państwo zaprezentować również racje drugiej strony. Ten świat jest niestety zbudowany na zasadach przyczynowo-skutkowych. Musi być przyczyna, aby był skutek.

Zakłady Mięsne nie miały dobrej opinii w poprzednich latach, jak również w roku 2002. Co tu dużo mówić, opinia o nich nie była najlepsza. W sklepach pojawiały się produkty po zaniżonych cenach, gdyż niektórzy właściciele sklepów byli w stanie kupić produkty zakładów za 50 proc. ich wartości od pracowników. Również w niektórych domach handlowano produktami zakładów. Zdawaliśmy sobie sprawę z tych opinii, ale sądziliśmy, iż twarde reguły rynku dotarły również do zakładów. Sądziliśmy, iż pracownicy w fakcie wejścia nowego właściciela zobaczą możliwość uratowania miejsc pracy. Pod warunkiem poszanowania pracy, dobrej jakości produktów, należytego wykorzystania czasu pracy.
Pierwsze wrażenie niestety nie było najlepsze. Zaskoczeni tym, co zastaliśmy, zrobiliśmy kilka zdjęć, wtedy na pamiątkę, teraz do pokazania - jak było. Przedstawiam je, aby zobrazować jak wyglądały różnego typu pomieszczenia w tym czasie. Musieliśmy pożegnać się również z kilkoma pracownikami ze względu na kradzieże, spożywanie alkoholu lub przychodzenie do pracy pod jego wpływem. Ochrona "bawiła się" również z kilkoma pracownikami w kotka i myszkę, ścigając ich od płotów zakładowych (gdzie próbowali przerzucać różne towary) do działów produkcyjnych, na których się ukrywali.
Jednocześnie pragnę podkreślić, że będziemy chcieli, aby przed sądem pan Zembrzuski udowodnił zatrudnianie "na czarno" pracowników w naszych zakładach. W przypadku nieudowodnienia tego pomówienia będziemy dochodzić odszkodowania z jego strony.

*

Przejdźmy teraz do konkretów. W pierwszym kwartale 2002 roku zakład sprzedawał średnio miesięcznie za kwotę około 10-11 mln złotych, produkując około 70 proc. wyrobów na potrzeby Morlin i pod ich zamówienia. Załoga liczyła 780 osób. Po sprzedaży zakładu w kwietniu 2002 r. wartość sprzedawanych wyrobów spadła do kwoty 3,6 mln złotych. Czekał nas bardzo ciężki okres odbudowy rynku zbytu. Aby zbilansować zakład należało przeprowadzić restrukturyzację załogi i majątku. Do tej wielkości produkcji wystarczyłoby nam 220 osób. Jak łatwo zauważyć, nadwyżka pracownicza stanowiła 560 osób. Średnie wynagrodzenie wynosiło w tym czasie 1670 złotych brutto, czyli zakład musiał wydatkować miesięcznie kwotę 935.200 zł na zbędną część załogi, plus ZUS. Z tego prostego wyliczenia otrzymamy kwotę grubo ponad milion złotych. Powstaje pierwsze pytanie, kogo stać na takie pieniądze i drugie pytanie, skąd je wziąć? W tym czasie obowiązywał w zakładzie układ zbiorowy, zawarty w starych dobrych czasach. Omówmy tylko kilka punktów z tego układu.
1. Niezależnie od tego, jak pracownicy pracowali, należały im się premie średnio 11 proc. Premie nie były uzależnione od dochodów uzyskiwanych przez zakład, czyli jeśli zakład miał stratę, premię też trzeba było wypłacić.
2. Za pracę w sobotę i w niedzielę, niezależnie od tego, że przysługiwał im dzień wolny, pracownikowi należało się również wynagrodzenie.
3. Stawki za godziny nocne były dużo wyższe niż przewidywał kodeks pracy.
4. Płacony był dodatek za pracę w warunkach szkodliwych jeszcze z czasów, kiedy funkcjonowała w zakładzie ubojnia i cały ciąg wydziałów związanych z ubojem zwierząt.
5. Płacony był również dodatek stażowy, jak też nagrody jubileuszowe.
Na podstawie orzeczenia Sądu Najwyższego (z grudnia 2002 roku), który stwierdził, że pracodawca może również wypowiedzieć układ zbiorowy pracy (do tej pory wypowiedzenie pracodawcy nie było skuteczne) wypowiedzieliśmy go w styczniu 2003 roku z mocą od kwietnia 2003 r. Został opracowany regulamin wynagradzania, który opierał się na kodeksie pracy, czyli wprowadzono rozwiązania takie, jakie ma większość społeczeństwa w tym kraju. Dodatki za wysługę lat, czy też dodatki za pracę w warunkach szkodliwych, zostały włączone do płacy zasadniczej. Pozostawiliśmy również, choć nie musieliśmy, nagrody jubileuszowe.
Rozpoczęliśmy starania o kredyt bankowy na wypłacenie odpraw pracownikom, ale jak wszyscy zapewne wiedzą, nie otrzymaliśmy go. Aby uzyskać wiarygodne dane dotyczące wykorzystania czasu pracy zatrudniliśmy firmę konsultingową, która stwierdziła wykorzystanie czasu pracy na poziomie 40-60 proc. Rozpoczęliśmy przygotowania do zwolnień grupowych. Nawiązaliśmy kontakt z "Tygodnikiem Ostrołęckim" w celu podjęcia wspólnych działań pod hasłem "Szukaj pracy z Tygodnikiem". Ile osób się zgłosiło, redakcja najlepiej wie. W ramach wspólnych działań z Urzędami Pracy w zakładzie dyżurowali ich przedstawiciele. Planowane były kursy dotyczące przekwalifikowania w zależności od liczby chętnych. Niestety, zainteresowanie było znikome, żeby nie powiedzieć żadne.
Na podstawie matryc umiejętności wytypowaliśmy osoby do zwolnień grupowych. Związki zawodowe nie zgodziły się na podpisanie w tej sprawie porozumienia, co pozwoliłoby nam zwolnić również działaczy związkowych w ramach tych zwolnień. Musieliśmy w związku z tym zachować całą procedurę przewidzianą prawem, czyli poinformować związki zawodowe na 14 dni wcześniej, jakich pracowników będących członkami związków zawodowych zamierzamy zwolnić. W tym momencie otrzymaliśmy plik zwolnień lekarskich, co uniemożliwiło nam wręczenie w terminie wypowiedzenia (kolejna strata dla firmy - znów musieliśmy utrzymywać pracowników zbędnych dla firmy).

*

Mieliśmy kłopoty z jakością, dla niektórych pracowników odpracowanie 8 godzin było ważniejsze niż produkt, który opuszcza zakład. Organizowaliśmy spotkania z grupami pracowniczymi wykonującymi poszczególne produkty, a nawet produkty szczególnie priorytetowe. Tłumaczyliśmy, na co zwracamy uwagę: na kolor wędzenia, skład, sposób konfekcjonowania, wygląd, smak, aromat. Takich spotkań zorganizowaliśmy około sześćdziesięciu. Zależało nam na tym, aby nie tylko mistrzowie i brygadziści wiedzieli, na co zwracać uwagę, ale również szeregowi pracownicy. Mówiliśmy o tym, że kontrola jakości musi się odbywać na każdym stanowisku pracy. Obrazowaliśmy to systemem, w którym żyjemy, tzn. jeśli obrabiasz podstawowy element, zrobimy z niego produkt i ten produkt wyjedzie do klienta, ale jeśli on jest zły jakościowo, to klient go zwróci. Konsekwencje tego są takie: za energię zapłacimy, za parę potrzebną do obróbki zapłacimy, za surowiec zapłacimy, za przyprawy zapłacimy, za osłonki zapłacimy, kierowcy za dowóz surowca zapłacimy, pracownikom działu handlu zapłacimy. Na koniec miesiąca pracownicy przyjdą po pensję i powstanie pytanie, z czego zapłacić, jeśli produkt, który wykonali, wrócił do nas. Powinni otrzymać wypłatę w produkcie, który wykonali, tak by było sprawiedliwie, ale niestety tak nie chcieli. Głównym argumentem, który słyszeliśmy najczęściej, było to, że tak 25 lat robiłem i było dobrze, a teraz nagle jest źle?
W tym okresie zaczęły się w zakładzie kłopoty z wypłacaniem wynagrodzeń. Pracownicy nadal tylko żądali "to nam się należy". Unikanie wręczania wypowiedzeń traktowali jako swoistą grę z pracodawcą, że tak można, tego typu życiowe cwaniactwo jest pochwalane przez innych, jak udało się całą sprawę przeciągnąć o miesiąc lub dwa, to dobrze - zakład miał tylko płacić, nieważne skąd miał wziąć pieniądze.

*

Nie można było tak dłużej pracować, złożyliśmy wniosek o upadłość. Zaprzestaliśmy produkcji. Została nam część wyrobów. Uzyskaliśmy zgodę od nadzorcy sądowego na sprzedaż tych produktów. Po rozmowach ze związkami zawodowymi postanowiliśmy w związku z tym, że pracownicy mieli opóźnienia w wypłacie wynagrodzeń, pomóc im w formie paczek żywnościowych. Związkowcy przygotowali paczki, informowali pracowników o takiej formie pomocy. Sądziliśmy, że robimy dobrze, że pomagamy. Pracownicy dla siebie i dla swoich kolegów przygotowywali produkty, które sami wyprodukowali, naprawdę nie słyszałem o tym, aby jakiekolwiek produkty przeterminowane trafiały do paczek. Przecież to jest nawet nielogiczne, aby pracownicy sami siebie nawzajem chcieli upokorzyć czy ośmieszyć. W grudniu daliśmy pracownikom talony świąteczne, również w ramach pomocy.
W grudniu, jak również w styczniu, mieliśmy spotkania z pracownikami, na których informowaliśmy o tym, że jeżeli ktoś jest w ciężkiej sytuacji materialnej, może zgodnie z art. 55 kodeksu pracy rozwiązać umowę z zakładem pracy z winy zakładu pracy, w tej sytuacji natychmiast będzie mógł się zarejestrować w Urzędzie Pracy jako bezrobotny i pobierać zasiłek. W przypadku takiego rozwiązania umowy o pracę pracownikowi przysługuje trzymiesięczne odszkodowanie, nie przysługuje tylko okres wypowiedzenia, bo go nie ma. Pracownik może również rozwiązać umowę z zakładem pracy na zasadzie porozumienia stron. Pracownicy w lepszej sytuacji materialnej mogą poczekać na wypowiedzenia zakładu pracy i wtedy otrzymają przysługujący im okres wypowiedzenia i odprawę. Wybór należał do pracowników. Znów spotkaliśmy się z zarzutem, że chcemy ich oszukać, gdyż oni nie zamierzają tracić pieniędzy za okres wypowiedzenia. Jeszcze raz podkreślam, wszyscy ci pracownicy, którzy byli w redakcji "Tygodnika Ostrołęckiego", którzy trafili do prezydenta miasta po zapomogi, mogli brać zasiłek dla bezrobotnych od dwóch miesięcy, ale nie chcieli - to jest ich świadomy wybór. Część mogła podjąć pracę w zakładzie - nie chcieli, chcą otrzymać odprawę, pieniądze za okres wypowiedzenia, zapomogę od prezydenta i być zwolnionymi z obowiązku świadczenia pracy. W momencie zaprzestania produkcji na naszych tablicach ogłoszeń wisiały ogłoszenia firm organizujących nabór pracowników zakładów mięsnych do pracy w Niemczech i Wielkiej Brytanii, niedawno ukazało się ogłoszenie o naborze pracowników do zakładów w Hiszpanii.
Zdajemy sobie sprawę, że czekanie na zaległe pobory czy też wierzytelności jest długie, ale nasz Sąd Rejonowy działał bardzo sprawnie. Na początku grudnia złożyliśmy wniosek o upadłość, już 9 grudnia został powołany nadzorca sądowy, 12 grudnia złożyliśmy wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu, 19 grudnia Sąd Rejonowy wystąpił o opinię do niezależnego biegłego rewidenta, określając mu termin wydania opinii 30-dniowy, 6 lutego wydane zostało postanowienie o ogłoszeniu upadłości z możliwością zawarcia układu, zakłady natychmiast rozpoczęły proces naliczania wszystkich zaległych wynagrodzeń.
Pod koniec stycznia, po uzyskaniu zgody nadzorcy sądowego na wznowienie produkcji, rozpoczęliśmy kompletowanie załogi. Był już taki moment, że sądziliśmy, iż nie skompletujemy załogi. Nie chcieliśmy zatrudniać pracowników na siłę. Wychodziliśmy z założenia, że muszą to być pracownicy, którym zależy na podjęciu próby uratowania firmy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że ludzie nie mają pieniędzy, w związku z tym zaproponowaliśmy płacenie wynagrodzeń w okresach tygodniowych. Po pierwsze, żeby pomóc (nie musieli wtedy czekać do końca miesiąca na pieniądze), po drugie dlatego według stawki godzinowej, aby można było precyzyjnie określić poziom kosztów. Od wszystkich wynagrodzeń pracowniczych odprowadzamy ZUS i podatek na bieżąco. W załączeniu przedstawiam kserokopię wynagrodzeń pracowników za ostatnie dwa tygodnie, z czego jasno wynika, że pracownicy nie zarabiają po 10 zł tygodniowo, jak powiedział jeden z byłych pracowników. Do tej pory niektórzy pracownicy, którzy nie podjęli pracy, chodzą po domach pracowników pracujących i namawiają ich do zaprzestania świadczenia usługi pracy.
Muszę jeszcze ustosunkować się do jednego aspektu, który był poruszany w wypowiedziach pracowników, a mianowicie możliwości dopracowania przez pracowników do wcześniejszej emerytury. Pragnę podkreślić, iż od roku 2002 żaden pracownik, który nabywał uprawnienia do wcześniejszej emerytury, nie został z zakładu zwolniony, każdy miał możliwość dopracowania.
Rozpoczęliśmy walkę o uratowanie zakładu, czy nam się powiedzie, nie wiem. Próbujemy i na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że zrobimy wszystko, aby nam się udało. Zależy to od wielu czynników postawy pracowników, jak również wierzycieli, od tego jak klienci odbiorą nasze wyroby, jak również od tego, czy uda nam się dostosować w wymaganym terminie. Dużo osób życzliwie podchodzi do tej próby. Bardzo dbamy o jakość, testujemy nowe produkty. Sądzimy, że z obecną załogą udało nam się nawiązać nić porozumienia. Wszyscy jedziemy na jednym wózku, wszystkim nam zależy. Pracownicy przeżywają każdą tonę towaru sprzedaną więcej. Rozszerzamy asortyment.
I na zakończenie najważniejsza informacja dla wszystkich byłych i obecnych pracowników: w dniu 27 lutego 2004 roku złożyliśmy wszystkie wymagane dokumenty do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Tomasz Łączyński
prezes Zakładów Mięsnych "Ostrołęka"

Od redakcji:

Już trzeci rok opisujemy agonię Zakładów Mięsnych "Ostrołęka". Losy zakładu są wypadkową interesów kolejnych właścicieli, załogi i ogólnej sytuacji na tzw. rynku mięsnym. Pod tym ogólnym stwierdzeniem kryją się losy bardzo konkretnych ludzi, którzy mieli mniejszy (pracownicy) czy większy (prezesi, właściciele) wpływ na to, co działo się z firmą. Wszyscy oni mają "swoje prawdy" o funkcjonowaniu zakładów. Dla przyszłości zakładów prawdy te nie mają już znaczenia. Marka "Ostrołęka" zanika na rynku i trudno dać wiarę, że znajdzie się inwestor, który zechce wyłożyć dużo pieniędzy, by przywrócić jej dawną świetność.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki