Będzie bitwa o śmieci

    Będzie bitwa o śmieci

    Jacek Pawłowski

    Tygodnik Ostrołęcki

    Aktualizacja:

    Tygodnik Ostrołęcki

    Bitwa o śmieci wisi w powietrzu. Na razie są przygotowania, manewry, przegrupowania sił, badanie możliwości przeciwnika. Od pierwszego lipca zacznie się regularna batalia. W Ostrołęce pojawiła się nowa firma zajmująca się wywożeniem śmieci, która ma duże ambicje. Chce pozyskiwać nie tylko klientów, nie mających jeszcze umów na wywóz śmieci ale i wydzierać pole konkurencji.
    Jacek Suchecki, prezes Mazowieckiego Przedsiębiorstwa Komunalnego

    Jacek Suchecki, prezes Mazowieckiego Przedsiębiorstwa Komunalnego ©Fot. J. Pawłowski

    Konkurencja na rynku ma się średnio. Największy operator śmieciowy w Ostrołęce - FUKS ASP - co trzynastą złotówkę otrzymaną od klienta zostawia dla siebie. W ubiegłym roku przychód ze sprzedaży FUKS-a wyniósł 5,48 mln zł, a zysk 409 tys. zł. Są to dane nie tylko z Ostrołęki, bo FUKS operuje aż w trzech województwach. Są bardziej lukratywne biznesy, ale są też znacznie mniej zyskowne.
    Do niedawna rynek śmieciowy Ostrołęki i okolic dzieliły między siebie trzy firmy. Duża - czyli FUKS ASP, będąca częścią międzynarodowego koncernu i dwie małe - czyli Zakład Usług Komunalnych Wiesława Kisiela oraz firma Kry Dam, której dwaj wspólnicy sami jeżdżą śmieciarką i opróżniają pojemniki.
    Duża firma, oprócz wywożenia śmieci, produkowanych przez mieszkańców Ostrołęki i powiatu, pozyskiwała zamówienia na odśnieżanie, utrzymanie zieleni itp. Właściciel Zakładu Usług Komunalnych skupiał się natomiast na indywidualnych klientach, nie zabiegając o publiczne zamówienia. Odpady z przyblokowych śmietników odbierają śmieciarki firmy Kry Dam i Ostrołęckiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

    Czwarty od wszystkiego

    Teraz pojawił się jeszcze jeden operator, który chce robić wszystko: wywozić śmieci, sprzątać ulice, odśnieżać, segregować odpady i sprzedawać surowce wtórne, a nawet strzyc trawniki na prywatnych posesjach. Mazowieckie Przedsiębiorstwo Komunalne rozpoczyna działalność pierwszego lipca. Sześć śmieciarek, kilkaset kontenerów na odpady, tysiące plastikowych kubłów, hangary, wiaty, wystawne biuro, 20 pracowników, siedmiuset pozyskanych klientów. Prezes Jacek Suchecki, wiceprezes Wiesław Piaściński, dyrektor Robert Mierzejewski. Firma nie figuruje jeszcze w Krajowym Rejestrze Sądowym, nie można więc sprawdzić, kto ma w niej udziały. Według informacji prezesa Sucheckiego, udziałowców jest dwóch: on sam i jego matka.
    - To firma rodzinna - tłumaczy Suchecki.
    Na razie MPK ma koncesję na wywóz śmieci wyłącznie z Ostrołęki, ale stara się o podpisanie umów z sąsiednimi gminami.
    - Chcemy być mazowieccy nie tylko z nazwy, ale rzeczywiście operować na jak największej części Mazowsza. Zatrudniać ostrołęczan, a świadczyć usługi nie tylko w Ostrołęce - mówi Robert Mierzejewski.
    Na mocno reklamującą się nową firmę natychmiast zareagowali konkurenci, choć oficjalnie deklarują stoicki spokój.
    - To nie nasz rynek - mówi Andrzej Damięcki - współwłaściciel firmy Kry Dam. - My obsługujemy spółdzielnie mieszkaniowe. Największą - Centrum - i dwadzieścia małych spółdzielni. Od trzech lat nie było u nas podwyżki cen. Jesteśmy małą firmą, właściciele sami jeżdżą śmieciarką. W związku z tym udaje nam się oszczędzać na kosztach.
    - Nie mogę przecież nikomu zabronić otworzenia firmy, która świadczy takie same usługi jak moja - mówi Wiesław Kisiel, właściciel ZUK-u w Laskowcu. - Uważam, że moja oferta jest atrakcyjna i myślę, że klienci nie zrezygnują z moich usług. MPK wprawdzie udaje, że jest tańsze, bo podaje cenę wywozu śmieci netto, czyli 4 zł 30 groszy. Po doliczeniu VAT-u wychodzi jednak 4,60, czyli dokładnie tyle, co u mnie. Ja podaję klientom cenę z VAT-em.
    W ostatnich tygodniach Wiesław Kisiel stracił jedną klientkę.
    Znacznie większe ubytki na liście klientów odnotował FUKS. Jak powiedział nam prezes firmy Jacek Merks, w tygodniu między 24 a 30 czerwca z usług FUKS-a zrezygnowało ok. 40 klientów.
    Jacek Suchecki deklaruje, że jego firma szuka przede wszystkim nowych klientów, a nie wyszarpuje ich konkurencji.
    - Wiele osób wciąż nie ma podpisanych umów na wywóz odpadów. Palą śmieci w piecach, na podwórkach. Wszyscy wiemy jaki to w Ostrołęce problem. Nam też zależy, żeby ludzie przestali palić śmieci - mówi Suchecki. Po chwili przyznaje, że na "wtórnym rynku", czyli wśród klientów, którzy już mają podpisane umowy na wywóz odpadów z innymi firmami, też są pieniądze.

    Działa konkurencji

    Konkurencja przygotowuje się na nadejście nowego. FUKS zaczął uświadamiać swoich klientów, że warto pozostać przy dotychczasowym odbiorcy śmieci.
    - Zwracamy uwagę klientów, by bardzo uważnie czytali umowę, którą chcą podpisać z konkurencją - mówi Merks, dyplomatycznie zaznaczając, że nie zamierza się wypowiadać źle o innych firmach działających w tej branży i na pewno jego firma nie będzie wprost zniechęcać ludzi do konkurencji.
    Pracownicy FUKS-a czują jednak zagrożenie. Ich firma, która jeszcze dwa lata temu miała mnóstwo zleceń, traci kolejne fragmenty ostrołęckiego rynku. Rok temu powstał miejski zakład komunalny (ZOOiAZB), teraz pod nosem wyrasta prywatna konkurencja. W czasie tegorocznych Ostrołęckich Prezentacji Gospodarczych obsługujący stoisko FUKS-a Krzysztof Wyrębek nie krył żalu do, jak to określił, nieuczciwej konkurencji.
    - O firmie świadczy czas bycia na rynku, a nie autoreklama - twierdzi i wyjaśnia, na czym m.in. polegają chwyty poniżej pasa konkurencyjnych firm. - Dają np. na starcie znacznie niższą cenę, ale żądają podpisania umowy z góry na trzy lata. W umowie jednak nie ma klauzuli o niezmienności cen usług i okazuje się, że ceny rosną, a klient nie może się wycofać z umowy. Z nami zawsze można rozwiązać umowę z miesięcznym wypowiedzeniem - podkreślał Wyrębek w rozmowie z naszą dziennikarką.
    Jacek Merks nie zdradza na razie, czy FUKS zamierza podjąć walkę o klienta. Promocje, obniżki cen, gratisowe usługi - to na razie wielka niewiadoma. Prezes FUKS-a nie wyklucza jednak dodatkowych działań promocyjnych.
    - Wiemy, że konkurencja nie mówi o nas dobrze - mówi Jacek Suchecki z MPK. - Jesteśmy nawet oczerniani. Bo to nieprawda, że nie dajemy gwarancji utrzymania cen. W umowie jest wyraźnie napisane, że "cennik usług na okres trzech lat wynosi"... Uważam, że nerwowość poczynań konkurencji wynika z tego, że zawsze na ostrołęckim rynku był monopol, brak możliwości negocjacji cen i ciągłe podwyżki.
    Suchecki zapowiada, że usługi MPK będą na europejskim poziomie. Na ciasne osiedlowe uliczki będzie wjeżdżać mała śmieciarka, zwrotniejsza i lżejsza niż zwykłe samochody do wywozu śmieci. Jeżeli klient nie chce, to nie musi wystawiać kubła przed bramę, pracownicy wezmą go z podwórka. Suchecki, jak sam mówi, bywając na Zachodzie, podpatrywał, jak wyglądają usługi profesjonalnych firm komunalnych i postanowił te wzory przenieść do Ostrołęki. Na stanowisku wiceprezesa zatrudnił człowieka, o którym mówi, że jest cenionym fachowcem w tej branży - Wiesława Piaścińskiego.

    Doświadczony w czyszczeniu miasta

    Piaściński to były prezydent i wiceprezydent Ostrołęki, współzałożyciel Ostrołęckiego Ruchu Wspierania Przedsiębiorczości, były przewodniczący rady nadzorczej OTBS (administrator miejskiego wysypiska śmieci), związany z ostrołęcko-samorządową odmianą Stronnictwa Demokratycznego - Naszą Ostrołęką.
    Prezes Suchecki zapewnia, że osoba Wiesława Piaścińskiego na stanowisku wiceprezesa nie świadczy o żadnych polityczno-towarzyskich związkach MPK z ostrołęcką grupą trzymającą władzę (Nasza Ostrołęka jest w koalicji popierającej prezydenta).
    - Pan Piaściński jest wiceprezesem firmy i zajmuje się zarządzaniem, a nie uprawianiem polityki. Ja zaś nie jestem członkiem ani Naszej Ostrołęki, ani Stronnictwa Demokratycznego - deklaruje Suchecki.
    Sam Wiesław Piaściński mówi, że doskonale zna się na gospodarce komunalnej, bo uczył się tego za granicą i ma długoletnie doświadczenie w czyszczeniu Ostrołęki.
    - Przeszedłem szkolenie z gospodarki komunalnej w Bonn, zdobywałem doświadczenia w Austrii i we Francji - wylicza wiceprezes MPK. - Gdy zostałem prezydentem Ostrołęki, pierwszą decyzją jaką podjąłem, było kupno wirówki do oczyszczalni ścieków, potem ogrodziłem wysypisko śmieci. Będąc prezydentem, zacząłem od oczyszczenia miasta, bo Ostrołęka była otoczona przez nieczystości, a w środku żyli ludzie.
    Wiesław Piaściński zaprzecza jednocześnie, jakoby jego wcześniejsza praca w ratuszu stała w konflikcie moralnym z obecnie zajmowanym stanowiskiem w MPK. Kontrowersje w mieście budzi zwłaszcza opracowanie na temat kompleksowego zagospodarowania śmieci w Ostrołęce i okolicach, które powstało na zlecenie poprzedniego zarządu Ostrołęki z Wiesławem Piaścińskim w składzie. Opracowanie wykonane przez Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Ekologii Miast OB-REM z Łodzi za pieniądze z rządowego programu "Dialog i rozwój" zawierało m.in. szczegółowy opis rynku i prognozy jego rozwoju. Czy wykorzystywana w prywatnej firmie wiedza Wiesława Piaścińskiego na temat rynku odpadów pochodzi również z tego opracowania, które powstało za pieniądze podatników?
    - Dawno nie zaglądałem do tego raportu - mówi wiceprezes Piaściński. - Nie wykorzystuję obecnie w pracy wiedzy z tego dokumentu, bo jest to stosunkowo wąskie opracowanie. Ale jeżeli ktoś chce, może się z nim zapoznać i wykorzystać tę wiedzę we własnej działalności gospodarczej. Dokument jest dostępny dla każdego w Urzędzie Miejskim. Moja wiedza opiera się przede wszystkim na doświadczeniach zdobytych za granicą i jeżeli sfinansowali ją jacyś podatnicy, to byli to podatnicy z państw, w których się kształciłem.

    Konkurencja ostra jak brzytwa

    Z tego, co wzajemnie na swój temat mówią konkurenci, można wnioskować, że przez najbliższe lata trwać będzie w Ostrołęce bitwa o śmieci. Najskuteczniejszym orężem w walce o klienta są ceny. Jedno z podstawowych praw ekonomii mówi, że wojny cenowe, choć mordercze dla rywalizujących firm, są bardzo korzystne dla klientów. Być może jeszcze w tym roku w Ostrołęce spadną ceny wywozu odpadów.
    W stosunkowo niewielkim mieście, jakim jest Ostrołęka, trudno uniknąć mimowolnych kontaktów między konkurentami. Prezes Suchecki, dbający o swój wygląd trzydziestolatek, strzyże się u fryzjerki, która jest córką konkurenta w branży - Wiesława Kisiela. Suchecki zapewnia, że w czasie strzyżenia nie rozmawia na śmieciowe tematy, a fryzjera zmieniać nie zamierza.

    Czytaj treści premium w Tygodniku Ostrołęckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.to.com.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Specjalnie dla Was

    Wideo