MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Babcia Julcia

Andrzej Mierzwiński
Burmistrz Szymalski wręcza jubilatce pamiątkowy puchar
Burmistrz Szymalski wręcza jubilatce pamiątkowy puchar Fot. A. Mierzwiński
W niedużym domu przy ulicy Szkolnej w Ostrowi tego dnia panował niecodzienny gwar i zamieszanie. Zjechała się rodzina, do której wkrótce dołączyli: burmistrz i przedstawiciele oddziału ZUS, a każdy z kwiatami i prezentami. Seniorka rodu pani Leokadia Julianna Chrostowska obchodziła właśnie kolejne urodziny. Główną ozdobą stołu był tort w postaci okazałej i grubej księgi. Księgi, którą jubilatka zapisywała bardzo pracowicie i długo, bo przez całe... 100 lat. A jest to księga niezwykle ciekawa i pouczająca.

Burmistrz Szymalski wręcza jubilatce pamiątkowy puchar
(fot. Fot. A. Mierzwiński)

Gdy przyszła na świat 29 czerwca 1904 r. w rodzinie Pauliny i Franciszka Kośników we wsi Malinowo Nowe, na Dalekim Wschodzie toczyła się wojna rosyjsko-japońska. Kolejną już sama zapamiętała i to w sposób niezwykle bolesny i osobisty. W 1916 roku zmarła jej matka i wówczas jako dwunastoletnia dziewczynka musiała ją zastąpić swojej młodszej siostrze. Dziesięć lat później poślubiła starszego o rok Bronisława Chrostowskiego, któremu urodziła dwoje dzieci - córkę Barbarę i syna Henryka.
Latem 1939 rodzinę dotknęło nieszczęście, pożar strawił całe ich gospodarstwo. Dwa miesiące później, gdy przystąpili do jego odbudowy, znacznie groźniejsza pożoga ogarnęła już cały kraj, a potem świat. Nie były to zresztą jedyne pożary w tej rodzinie. Już za Niemca, kolejny zniszczył to, co zdążyli odbudować, a następny (po wyzwoleniu) spopielił namiastkę domu, którą sklecili z resztek poprzednich pogorzelisk. Samo wyzwolenie też zapisało się w ich pamięci w sposób szczególny.
Gdy uciekali wraz z całym dobytkiem przed nadchodzącym frontem, w okolicach Seroczyna ogarnęły ich prące na Zachód oddziały "armii wyzwolicielki" i żołnierze z gwiazdami na czapkach postanowili wyzwolić rodzinę Chrostowskich od prawdziwego wówczas skarbu - młodego źrebaka.
- Mama prosiła, żeby nie zabierali i jakoś ich ubłagała, że w końcu zostawili nam to źrebię - wspomina córka Barbara. W jej wspomnieniach rodzice bardzo się kochali. Ojciec był dobrym i czułym mężem, a do żony zawsze mówił pieszczotliwie "Julcia". - I tak już pozostało - snuje wspomnienia córka. - Wszyscy, również znajomi i obcy, mówili na nią nie Leokadia, lecz Julcia lub babcia Julcia. Narobiło to trochę zamieszania nawet w urzędowych dokumentach i trzeba było wiele z nich prostować.
W roku 1966 babcia Julcia przeniosła się do mieszkającej w Ostrowi córki i zajęła się wychowywaniem wnuków, a potem prawnuków. W każdą jednak niedzielę odwiedzała męża, który wraz z synem pozostał na gospodarce w Malinowie. Trwało tak do 1985 roku, kiedy to owdowiała. Zmarł też syn Henryk.
Dzisiaj najbliższą jej rodzinę tworzą: córka, synowa, sześcioro wnucząt i piętnaścioro prawnucząt wraz z małżonkami oraz praprawnuk, ośmiomiesięczny Kacperek, który również wziął udział we wtorkowej uroczystości. Wprawdzie z racji wieku nie zdawał sobie sprawy z doniosłości uroczystości, ale urodzinowy tort zjadł z wyraźnym zadowoleniem.
- Rodzina mamy jest znacznie liczniejsza - mówi córka. - Jest przecież jeszcze ok. 20 wnuków, jak my ich nazywamy, przybocznych. Są to już dorośli dzisiaj ludzie, którymi się opiekowała, gdy byli dziećmi. Przez całe lata była bowiem opiekunką dzieci w wielu ostrowskich domach, ukochaną przez małych podopiecznych i niezwykle cenioną przez ich rodziców, którzy polecali ją kolejnym rodzinom. Być może to ich miał na myśli burmistrz Szymalski, gdy wręczając jubilatce prezenty urodzinowe i składając jej życzenia powiedział, że przynosi także serca mieszkańców miasta. Bardzo wymierny prezent przywiozły ze sobą przedstawicielki ZUS-u: dyrektor ostrołęckiego oddziału Urszula Tułodziecka i szefowa ostrowskiej placówki Elżbieta Grabowska - honorowe świadczenie w wys. 1820 zł miesięcznie oprócz renty, którą pobierała dotychczas.
Sama jubilatka podczas przyjęcia mówiła niewiele, gdyż ma kłopoty ze słuchem i wzrokiem, wznosiła jednak dzielnie kielich z szampanem i budziła podziw kondycją oraz wyglądem, a zwłaszcza, co zainteresowało obecne panie, niezwykłą w jej wieku cerą. Okazało się, że nie używała nigdy żadnych kosmetyków, zawsze dużo pracowała i przebywała na świeżym powietrzu, a po powrocie z pola myła twarz w serwatce. Odżywiała się prosto ale zdrowo, nie nadużywała tłuszczów ani słodyczy, alkohol lubiła, lecz w rozsądnych ilościach.
Jej recepta na życie nie wydaje się na pozór zbyt skomplikowana, ot po prostu: życzliwym i pogodnym być! Niewykluczone, że na taki stosunek do świata i ludzi duży wpływ ma jej głęboka wiara i pobożność. Każdy dzień i posiłek rozpoczyna i kończy modlitwą, chociażby taką krótką: "W imię Ojca i Syna..., daj Boziu mnie zdrowie jeszcze jutro". Jest samodzielna, sama dba o siebie i higienę, schody na piętro (gdzie mieszka) nie stanowią dla niej bariery, i co ważne, nie narzeka na zdrowie. Podobno od dwudziestu lat nie widziała lekarzy, a poza tym nie ma zaufania do lekarstw.
- Niedawno była przeziębiona - opowiada ze śmiechem córka. - Wzięła ode mnie lekarstwo, popiła wodą, a potem okazało się, że pastylki trzyma w zaciśniętej dłoni i tylko udawała że je łyka.
W tym momencie w oczach podobno źle widzącej i słyszącej babci zapalają się figlarne iskierki, a na twarzy pojawia się chytry uśmieszek. Dwieście lat życzymy, babciu Julciu!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki