Antoni Głażewski z Prycanowa skończył 100 lat. Jest ostatnim Sybirakiem w różańskiej gminie

Jarosław Sender
Antoni Głażewski z Pry¬canowa 16 stycznia skończył 100 lat. Z tej okazji najbliższa rodzina Jubilata spotkała się najpierw na mszy w jego intencji w różańskim kościele, a potem na obiedzie w Zajeździe. Najbliższa rodzina Pana Antoniego to bratowa i jej dzieci. Bo żony i potomstwa nie miał.

- No, tak wyszło, choć od panien nie mógł się opędzić - śmieje się bratanica, Pelagia Olkowska. - Z Warszawy przyjeżdżały dziewczyny, z Ostrołęki, a stryjek się wciąż opierał. Jedna powiedziała, że jak nie znajdzie mężczyzny takiego jak stryjek, to za mąż w ogóle nie wyjdzie. I nie wyszła. Do dziś mieszka w sąsiedniej wsi. Ona sama. I on sam.

- Tu chyba raczej o morgi chodziło - mówi też półżartem burmistrz Jerzy Parciński, który również gościł na urodzinach. - Pan Antoni z zamożnej rodziny był, włókę ziemi miał. Brat drugie tyle. Przed wojną to było dużo. Żenić trzeba się było z dobrą partią. Widać na taką nie trafił.

Ale sam Antoni Głażewski mówi, że po prostu za młodu się nie spieszył do żeniaczki, a potem przyszła wojna, sowieckie łagry i polskie, komunistyczne więzienia, gdzie stracił zdrowie. I na małżeństwo już było za późno.

- Urodziłem się w sąsiedniej wsi, Zawadach-Ponikwi, jako jeden z dwóch synów Heleny i Aleksandra Głażew¬skich. Ale dorastałem w Prycanowie, gdzie rodzice kupili siedlisko i ziemię. Postawili drewniany dom. Potem, rok przed II wojną, ja pobudowałem murowany - opowiadał nam dwa lata temu, gdy pisaliśmy o nim jako o ostatnim Sybiraku w różańskiej gminie. - Do 29 roku życia byłem przy rodzicach. Potem przejąłem gospodarstwo. Młodszy brat, Wacław, poszedł walczyć w kampanii wrześniowej. Ja w 1941 roku wstąpiłem do Związku Walki Zbrojnej, rok później przemianowanego na Armię Krajową. Właściwie nie byłem mocno zaangażowany w działalność podziemną. Raczej wspomagałem oddziały akowców żywnością, czasem przechowywaniem łączników.

Mimo to, kiedy nadeszły wojska radzieckie, Antoni Głażewski, w 1944 roku został aresztowany przez NKWD. Za przynależność do AK i za kułactwo.

Prawie rok siedział w Ostaszkowie. Potem w Riazaniu, w Borowiczkach, a na końcu w Brześciu, skąd został zwolniony w 1947 roku. Dwa lata później, w czerwcu 1949 roku, został aresztowany przez polską ubecję i skazany na osiem lat więzienia oraz "utratę praw publicznych, obywatelskich i honorowych" na cztery lata. I znów przerzucano go z więzienia do więzienia: Z Warszawy do Wronek, stąd do Strzelc Opolskich, potem do Potulic. Zwolniony został warunkowo po pięciu latach.

Wrócił do rodzinnego domu, gdzie do dziś mieszka z owdowiałą 21 lat temu bratową Zofią i bratankiem Andrzejem.

- Stryjek był dla nas zawsze jak ojciec - mówi Pelagia Olkowska. To ona wraz z siostrami, Małgosią i Krysią, zorganizowały Jubilatowi urodziny.

Zjechała rodzina, nawet Edytka, przybrana wnuczka, córka Małgosi przyjechała specjalnie na tę okoliczność z Londynu.

Byli też goście "z urzędu" - poza burmistrzem Parcińskim, m.in. kierownik USC - Beata Kornacka. Życzenia od wojewody przekazał dyrektor delegatury MUW w Ostrołęce, Wiesław Opęchowski, a wyższą rentę wręczył stulatkowi Tadeusz Wiśniewski, dyrektor KRUS.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie