Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ambitni trzydziestoletni

anek
Dariusz Korczakowski (z prawej)
Dariusz Korczakowski (z prawej) A. Kowalewska
Burmistrz Grzegorz Nowosielski postanowił odmłodzić urząd miejski i powoli poszczególne wydziały oddaje we władanie ambitnych trzydziestolatków. Burmistrz, jak sam mówi tworzy nową, urzędniczą kadrę fachowców nie zaangażowanych politycznie.

Dlaczego, młodzi wykształceni ludzie, trochę wbrew ogólnej modzie widzą swoją przyszłość w pracy w samorządzie, zamiast w dobrej, prywatnej firmie i czy nie obawiają się, że gdy zmieni się ekipa rządząca nikt nie doceni ich bezpartyjnej fachowości?

Nie przyklejeni do stołków

Mówią o sobie, że nie są przyklejeni do swoich stołków i liczą się z możliwością utraty pracy w każdej chwili. Pracę w samorządzie traktują jak nowe wyzwanie i zapewniają, że chcą coś zrobić dla swego miasta. Nie interesują ich polityczne układy, tylko możliwość samorealizacji. - Skarbnik, dwóch naczelników to młodzi ludzie ukierunkowani na sukces, nie zaangażowani politycznie, a skupieni na swojej pracy zawodowej i w tej mierze świetnie mi się z nimi pracuje - mówi o swoich podwładnych burmistrz, Grzegorz Nowosielski. - Są to po prostu urzędnicy, w dobrym przedwojennym tego słowa znaczeniu. Wraz z młodym burmistrzem do pracy w urzędzie przyszli młodzi ludzie: skarbnik Dariusz Korczakowski, naczelnik wydziału strategii i rozwoju Adam Mróz, naczelnik wydziału promocji i zamówień publicznych Adam Ślubowski. Burmistrz otwarcie przyznaje, że lubi pracować z ludźmi, którym ufa. Nowosielski zapewnia, że chce aby w magistracie pracowali ludzie kompetentni i profesjonalni, niekoniecznie z partyjnego klucza. Młodzi kierownicy z Urzędu Miejskiego nie są politycznie zaangażowani. Przygoda 36-letniego Adama Ślubowskiego z wyszkowskim samorządem rozpoczęła się jeszcze w pierwszej połowie lat 90. Po dwuipółrocznej pracy w urzędzie dzisiejszy naczelnik wydziału promocji i zamówień publicznych przeszedł do pracy w banku. Intratną posadę w banku pozostawił półtora roku temu, by wesprzeć ekipę Grzegorza Nowosielskiego. - Przyjąłem propozycję burmistrza z różnych względów. Dlatego, że jestem rdzennym wyszkowianinem i dobro tego miasta leży mi na sercu i jeśli mam okazję służyć mu swoją wiedzą i doświadczeniem, to powinienem to zrobić, ale również, dlatego, że chciałem pracować z burmistrzem, Grzegorzem Nowosielskim, bo wiem, że chce on zrobić coś dobrego dla Wyszkowa - mówi Adam Ślubowski. Starannie wykształcony. W administracji, bankowości i zarządzaniu posiada wyższe wykształcenie. Nie jest politycznie zaangażowany. Nie obawia się, że jeśli przyjdzie nowa ekipa rządząca może wylecieć z pracy, bo uznany zostanie za człowieka Nowosielskiego, a nie profesjonalistę i fachowca. - Traktuję tę posadę jak każdą inną pracę, którą przecież także można utracić w każdej chwili. Nie jestem przyklejony do stołka - pracuję dopóty, dopóki jestem potrzebny swojemu szefowi i praca daje mi satysfakcję - mówi naczelnik Ślubowski. Pracuje tak naprawdę na swoje konto - im wyżej jest oceniany w swojej pracy, tym wyższe są jego notowania nawet wtedy, gdyby chciał ją zmienić. Adam Ślubowski nie uważa się jednak za urzędnika w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Wydaje się być zresztą zbyt energiczny, żeby zamknąć go w urzędniczym uniformie. Jego zdaniem fakt, że do pracy w urzędzie przyszli młodzi ludzie nowego pokolenia dobrze zrobił funkcjonowaniu magistratu, bo wraz z nimi przyszło nowe spojrzenie, nowe style zarządzania, nowe pomysły. - Wnieśliśmy tu trochę doświadczenia z poprzednich miejsc pracy i instytucji - uważa Ślubowski. - Poza tym sądzę, że dobrze jest, jeśli razem pracują i młodzi, i starsi, a nie tylko albo jedni, albo drudzy. Takie połączenie tradycji z nowoczesnością wydaje mi się korzystne dla interesanta. Chciałby naczelnik Ślubowski, aby wyszkowski urząd był przyjazny mieszkańcom i żeby ludzie nie przychodzili tu, jak na wizytę do dentysty. - Naszym celem jest szybko, profesjonalnie i sympatycznie załatwić każdą sprawę, z jaką zwraca się do nas interesant - zapewnia naczelnik Ślubowski.

Mróz robi swoje

Jednym z najważniejszych i strategicznych - nie tylko z nazwy wydziałów urzędu miejskiego jest wydział strategii i rozwoju. Od wakacji na czele tego wydziału stoi Adam Mróz. Absolwent historii Wyższej Szkoły Humanistycznej oraz podyplomowych studiów z zarządzania na SGH. Szefuje trudnemu wydziałowi, tu przychodzi bardzo wielu interesantów, często z niełatwymi, czasem spornymi sprawami. - Nie jest łatwo stać na czele tego wydziału - przyznaje Mróz. Schedę przejął po kontrowersyjnym Krzysztofie Zamczewskim. - Jestem urzędnikiem, mam zakres obowiązków, który powinienem wykonać i po prostu robię swoje. Oczywiście obawiam się tego, że w każdej chwili mogę przestać być naczelnikiem, a może nawet w ogóle przestać pracować w urzędzie, ale nie jest to pierwsza rzecz, o której myślę po przebudzeniu - mówi Adam Mróz. Jego zdaniem z intratnymi posadami w prywatnych firmach wcale nie jest tak łatwo, kiedy więc pojawia się szansa na pracę w samorządowych instytucjach, będących względnie pewnymi i skrupulatnymi pracodawcami, grzechem byłoby z nich nie skorzystać. Póki, co dobrze mu się pracuje w urzędzie. Gdy przestanie tak być lub, gdy okaże się, ze urząd nie chce już korzystać z jego wiedzy i doświadczenia - po prostu poszuka innej pracy. Jak to w życiu. - Dobry urzędnik powinien być profesjonalnie przygotowany, uprzejmy i starać się być pomocnym petentowi, a nie górować nad nim. Sądzę, że powinien być również lojalny wobec swojego szefa i po prostu robić swoje - uważa naczelnik Mróz.

Skarbnik liczy, nie politykuje

Dla miejskiego skarbnika Dariusza Korczakowskiego urząd miejski jest małym przedsiębiorstwem. Jak na finansistę przystało, dla Korczakowskiego urzędem rządzą, a przynajmniej powinny jasne, finansowe reguły i stara się on trzymać z daleka od trudnoprzeliczalnych, politycznych układów. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Poznaniu i podyplomowych studiów menedżerskich MBA dla szefowania miejskim finansom pozostawił bardzo intratną posadę w bankowości. - Burmistrza poznałem podczas spotkania, na którym zaproponował mi posadę skarbnika. Nie znaliśmy się wcześniej. Z tego punktu widzenia dobrze czuję się pełniąc te funkcję, ze by była ona wymuszona w żaden sposób naszą wcześniejszą znajomością. Zresztą bardzo długo wahałem się, czy ją przyjąć, bo miałem przecież bardzo dobrą posadę w jednym z banków giełdowych, za sobą sporą praktykę w pracy w instytucjach finansowych. Ostatecznie zgodziłem się pracować w urzędzie, choć prawdę mówiąc finansowo na tym straciłem, ale doszedłem do wniosku, że choć zabrzmi to może górnolotnie, chciałbym coś zrobić dla swojego miasta. Poza tym potraktowałem to jak nowe wyzwanie, chęć sprawdzenia się w nowej pracy, zrobienia czegoś ciekawego, samorealizacji - tłumaczy Dariusz Korczakowski. Oczywiście liczy się z tym, że może być utożsamiany z ekipą obecnego burmistrza i że pracę w samorządzie łatwo utracić, gdy zmienia się rządząca ekipa, ale podobnie jak dwaj naczelnicy - swoją pracę traktuje jako tę tu i teraz i nie czuje się typowym urzędnikiem, raczej nadal finansistą kierującym specyficznym przedsiębiorstwem. Nie interesuje go polityka i nie ma ochoty być politykiem ani tak być postrzeganym. - W każdej chwili jestem przygotowany na konieczność zmiany pracy i uważam, że jeśli nie ma współpracy między szefem a podwładnym, to taki układ jest mało wwydajny i bezsensowny. Obie strony zamiast się z sobą męczyć, powinny się rozstać - uważa Korczakowski. Nie przyjąłby propozycji burmistrza, gdyby objęcie przez niego funkcji skarbnika wiązałoby się z koniecznością zwolnienia kogokolwiek. - Na szczęście objąłem stanowisko, które było nieobsadzone. Nikogo nie wykopałem z pracy - cieszy się skarbnik. Stara się nie mieszać w zawodowe obowiązki żadnych emocji, nie przyzwyczajać się do stanowisk. Wie, że nie dla wszystkich finanse samorządowe są jasne i zrozumiałe, dlatego jak najprostszym językiem stara się na przykład radnym wyjaśniać finansowe zawiłości. Próbuje wnosić do pracy w magistracie wiele poprzednich doświadczeń. Bardzo go zdziwiło po objęciu funkcji, że urząd utrzymuje punkt kasowy i w ciągu dwóch tygodniu udało się uruchomić w urzędzie kasę prowadzoną przez bank. Kosztów utrzymania której nie ponosi już miasto, tylko bank, a z punktu widzenia obywatela nic się nie zmienia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki